sh@gorlice1915.com.pl

tel. 505 959 828

Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915” K.K. 32 LIR

    Historia rodziny Soleckich

     

     

     

                     Jest rok 1915, trwają działania wojenne I wojny światowej, w okolicach Gorlic rozmieszczony jest front rosyjski.

       Jan Kanty Solecki i Wiktoria Ewa Solecka wraz z piątką swoich dzieci mieszkają w swoim domu na stoku góry, obecnie góry cmentarnej nr 91.

       Na rozkaz dowództwa wojsk rosyjskich zostają wysiedleni ze swojego domu i przeniesieni do niżej położonego u podnóża góry domu swoich rodziców, w którym schroniły się już inne rodziny. Wiktoria w tej ciasnocie wytrzymywała jakiś czas. Mając pięcioro dzieci, w tym troje w wieku 7, 5 i 2 lata stwierdziła, że wraca do swojego domu, gdyż takich warunkach nie może opiekować się należycie rodziną. Wieczorem, w dniu 06.02.1915 r., przeniosła się z całą rodziną do domu. Następnego dnia rano (07.02.1915), starsze dzieci Marcin i Helena wyszły z domu do miasta po przydział żywności. Wiktoria rozpaliła ogień w piecu kuchennym, ażeby przygotować śniadanie, młodsze dzieci z uwagi na porę zimową usiadły przy piecu, żeby się ogrzać, a ona po umyciu się stanęła przed lustrem i rozczesywała swoje długie, ciemne warkocze. Nagle, nie kończąc czesania, Wiktoria odeszła od lustra i podeszła do pieca, aby napić się wody i właśnie wtedy wpadł przez okno do kuchni pocisk tzw. szrapnel wystrzelony przez żołnierzy austriackich, którzy prawdopodobnie zobaczyli dym unoszący się z komina i pomyśleli, że w domu tym ogień rozpalili pragnący się ogrzać żołnierze wrogiej armii, a może myśleli, że Rosjanie rozpalili ognisko koło domu.

    Pocisk ten rozerwał się i cała siła uderzenia skupiła się na Wiktorii, a była tak duża, że zostały obcięte obie jej nogi. Trzymały się na kawałkach skóry. Natomiast kule z tego szrapnela raniły dzieci siedzące przy piecu.

    Siedmioletniemu Józiowi kula przeszła przez kolano, 5-letniej Jadzi odłamek pocisku urwał fragment mięśnia prawego uda i ranił staw barkowy prawej reki. Natomiast dwuletniemu Michasiowi kule przeszły przez krzyż.

    Gdyby Wiktoria nie przeszła od lustra do pieca, to byłaby tylko ranna, ale zginęłyby dzieci. A tak to ona osłoniła je własnym ciałem.

        Wiktoria w opałce została zwieziona na dół i w niedługim czasie zmarła z upływu krwi. Na jakikolwiek ratunek było za późno.

    Dwoje dzieci, Jadwigę i Michała, jako ciężej rannych przewieziono do lazaretu mieszczącego się w kamienicy(…) w Gorlicach, zaś lżej rannego Józia przewieziono do szpitala w Jaśle.

    Jan przeżywał tę tragedię bardzo ciężko, ale musiał opiekować się pozostałymi dziećmi, jak również dziećmi rannymi. Jeździł do Jasła do Józia, potem wracał do Gorlic do Jadwigi i Michasia i tak na zmianę.

    Józio bardzo źle znosił rozstania z tatą, zawsze bardzo płakał i prosił, żeby z nim został. Jan tłumaczył mu, że musi też być przy młodszych dzieciach.

    Józio nie wrócił do domu. Zmarł w Jaśle na gangrenę.

        Warunki w lazarecie były bardzo ciężkie dla małych dzieci umieszczonych wśród rannych, umierających i zmarłych żołnierzy, których nie nadążano w wywożeniem i pochówkami.

    Zmarł też dwuletni Michaś, który zaraził się dyfterytem.

    Obronną ręka z tej tragedii wyszła jedynie Jadwiga, pięcioletnia wówczas.

       Jan opowiadał jej, że Jadzia była bardzo ładnym dzieckiem, o dużych fiołkowych oczach i ciemnych, prawie czarnych włosach. Bardzo spodobała się rosyjskiemu lekarzowi pracującemu w lazarecie, który opiekował się nią bardzo troskliwie. Bardzo chciał ją adoptować. Tłumaczył ojcu to w ten sposób, że żona zmarła i nie ma on warunków na wychowanie małego dziecka, że ma jeszcze dwoje starszych dzieci (lekarz był bezdzietny). Jan nie zgodził się na jego propozycję.

       Zabudowania Jana Soleckiego zostały zniszczone przez trwające działania wojenne. Wykopał przez siebie ziemiankę, którą jak mógł, to zaadoptował na pomieszczenia, można nazwać mieszkalne i tam zamieszkał z dziećmi. Ziemianka ta jednak była wilgotna i moja Jadzia z uwagi na osłabiony organizm zachorowała na ospę, która wówczas panowała. Przeszła ją bardzo ciężko.

       Nieszczęścia ich nie omijały. Jan Kanty Solecki został powołany do wojska austro-węgierskiego. Nie pomogły pisane odwołania i tłumaczenia, że Wiktoria zginęła, że dzieci zostały osierocone i zostaną bez opieki – mimo tego wcielono go do wojska i wysłano na front.

    Historia ta była znana poza granicami Gorlic i wszyscy byli poruszeni tragedią tej rodziny(…).

     

     

    Relacja została spisana i przekazana przez Panią Annę Wygrzywalską.

     

    Copyright Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915”