sh@gorlice1915.com.pl

tel. 505 959 828

Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915” K.K. 32 LIR

 

Ks. Bronisław Świeykowski

 

Ksiądz Bronisław Świeykowski - burmistrz miasta Gorlice z czasów wojny światowej.

 

 

           Bronisław Świeykowski urodził się w 1865 roku w Uhercach k. Sanoka. Podstawy wykształcenia zdobywał dzięki prywatnym korepetycjom. Obok ogólnej wiedzy poznał w tym czasie także kilka języków: francuski, niemiecki, rosyjski oraz łacinę i grekę. Dzięki min. takim umiejętnościom bez trudu ukończył gimnazjum we Lwowie i podjął studia prawnicze. Po pomyślnym zakończeniu pierwszego roku zrezygnował jednak z dalszej nauki na uniwersytecie. Zdecydował się na karierę wojskową. Ukończył jednoroczną szkołę wojskową ze stopniem podoficera, rotmistrza kawalerii. Chciał kontynuować dalej naukę. Jednak podczas ćwiczeń wojskowych spadając z konia uległ kontuzji. Pozostał po niej trwały ślad - paraliż jednej strony twarzy. Deformacja części twarzy i problemy z okiem, jakich doznał Bronisław w czasie wypadku, stały się przyczyną zerwania zaręczyn przez jego narzeczoną. Podczas rekonwalescencji, pod wpływem namów rodziny, przyjaciół i przełożonych oraz własnych przemyśleń przerywa karierę wojskową. Podjął wtedy decyzję o wkroczeniu na drogę kapłańską. Świeykowski podjął naukę w seminarium duchownym w Przemyślu. W 1889 roku przyjął święcenia kapłańskie. Następnie studiował w Innsbrucku i Rzymie.

            Po zakończeniu edukacji ksiądz Bronisław Świeykowski zostaje kierowany na kolejne parafie. Czwartą, którą objął 16 stycznia 1896 roku są Gorlice. To właśnie z Gorlicami ma związać się na kolejnych 60 lat swojego życia. Tu otrzymał posadę dyrektora i katechety w szkole żeńskiej, w Towarzystwie Dam Miłosierdzia wg. reguły św. Wincenta a Paulo. Szybko przyzwyczaił się do miasteczka, a mieszkańcy zaczynają darzyć go coraz większym szacunkiem i zaufaniem.

        Jako duchowny mocno zaangażował się w życie społeczne. W 1906 roku założył Towarzystwo Panien Ekonomek, którego zadaniem było pomaganie najuboższym. W tym samym roku jest także współorganizatorem Księgarni Nauczycielskiej i licznych kursów przygotowawczych dla przyszłych nauczycieli.

 

 

          Ogrom pracy, jaki włożył w powierzone mu obowiązki został zauważony nie tylko przez Okręgową Cesarsko-Królewską Radę Szkolną, ale także przez władze kościelne, które w 1906 roku przyznały mu tytuł kanonika. [patrz także: Ksiądz fałszerzem wyborczym].

Bronisław Świeykowski w Gorlicach starał się również rozwijać swoje przyrodnicze zainteresowania. W 1906 roku założył Powiatowe Towarzystwo Rybackie i został jego pierwszym prezesem. Ponadto cały czas pisał artykuły o tematyce entomologicznej do naukowych czasopism przyrodniczych. Zdołał zgromadzić ogromną, cenną kolekcję owadów. W roku 1914 posiadał już ok. 30 tyś. eksponatów, głównie motyli i chrząszczy. Jego zbiór był powszechnie znany, także poza granicami monarchii. Był członkiem korespondencyjnym europejskiego Stowarzyszenia Entomologicznego. Gorliczanie wspominają również jego zwierzęta, które mieszkały z nim w domu: wydrę, bociana, białą kawkę, małpki kapucynki, papugę i żółwie greckie. Fascynowały go również kaktusy. Miał ich kilkadziesiąt odmian. O ciekawości świata świadczy również fakt, że był pierwszym właścicielem radioodbiornika w mieście.

        Świeykowski żywo interesował się polityką. Jego kandydatura została wystawiona w 1911 roku w wyborach do parlamentu wiedeńskiego z ramienia obozu konserwatystów. Zrzekł się jednak miejsca na rzecz startującego z tego samego ugrupowania co on, prof. Leopolda Jaworskiego. W 1913 roku wstąpił do Czerwonego Krzyża. Połowę dochodu jaka pochodziła ze sprzedaży jego pamiętników-zapisków wydanych pod tytułem „Z dni grozy w Gorlicach” przeznaczył na cele statutowe tej organizacji.

    Dobiegające końca przygotowania przed rozpoczęciem roku szkolnego 1914/1915 przerywają księdzu Bronisławowi Świeykowskiemy wiadomości dochodzące z frontu Wielkiej Wojny. Sukcesy armii rosyjskiej i nadciągające zagrożenie zbliżającymi się walkami w kierunku rejonu Gorlic,  spowodowały ewakuację wszelkich władz z miasta. Uciekają: starosta, burmistrz, większość urzędników, część żandarmerii, najzamożniejsi mieszczanie. W galicyjskim miasteczku, dość zamożnym jak na owe czasy dzięki świetnie jeszcze prosperującemu przemysłowi naftowemu, pozostało wg szacunków ok. 2 tyś. obywateli.

Ci, którzy nie opuścili domów, wraz z Radą Miejską, zdecydowali się powierzyć zarząd nad sprawami miejskimi i opiekę nad ludnością jednemu spośród radnych, temu, do którego mieli największe zaufanie. Wybór padł na księdza kanonika.

25 września 1914 roku ksiądz Bronisław Świeykowski został wojennym  burmistrzem miasta Gorlice.

Gorlice dwukrotnie w czasie I wojny światowej znalazły się pod okupacją rosyjską. Pierwsza z nich to okres od 15 listopada do 12 grudnia 1914 roku ( tzw. I inwazja rosyjska). [ patrz także: Odezwa z października 1914 r.].

       Ciężkie walki pod Krakowem i Limanową w listopadzie i grudniu, a w dniach 11-12 grudnia również pod Gorlicami spowodowały odwrót tymczasowy wojsk carskich. Jednak już 27 grudnia 1914 roku, w skutek kontruderzenia armii rosyjskiej, tuż po Bożym Narodzeniu, rozpoczęła się tzw. II inwazja i tym samym ponowna okupacja rosyjska miasta. Trwała ona do 2 maja 1915 roku.

          W ostatnich dniach grudnia 1914 roku Gorlice znalazły się na pierwszej linii frontu. Miasto wraz z okolicą było bezlitośnie ostrzeliwane, palone i grabione przez kolejne 4 miesiące.       Najcięższe chwile burmistrzowania przypadają na okres II inwazji, czyli na owe „126 dni grozy". Przygnębienie i strach powodowane ustawicznym niszczeniem miasta potęgował straszliwy głód i wybuchające raz po raz epidemie. Na domiar złego Moskale stawali się coraz okrutniejsi wobec ludności cywilnej. Konieczne były nieustanne interwencje u rosyjskich komendantów miasta i wyższych oficerów celem ukrócenia samowoli żołnierzy. Świeykowski wstawiał się za tymi, którym rabowano resztki dobytku i dewastowano bezmyślnie mienie. Najniebezpieczniejsze jednak było ujmowanie się za osobami posądzonymi o szpiegostwo. Wystarczył byle pretekst, a natychmiast pojawiało się realne zagrożenie szubienicy lub rozstrzelania. Kilkakrotnie, osobiste wstawiennictwo księdza, w tym znajomość języka rosyjskiego i francuskiego, czy nawet oddanie własnej osoby do dyspozycji w zamian za wypuszczenie podejrzanego, ratowało temu ostatniemu życie. Zdarzało się jednak i tak, że jego nalegania i prośby nie przynosiły skutku...

       W Gorlicach obowiązywał urzędowy zakaz udzielania jakiejkolwiek pomocy Żydom (mniej więcej połowa mieszkańców to rzymsko-katolicy, połowa Żydzi, natomiast na obrzeżach i we wsiach spory odsetek stanowiła ludność wyznania greckokatolickiego i prawosławnego). W oblężonym mieście pojawiło się widmo śmierci głodowej. Świeykowski wraz z zaufanymi pomocnikami rozdawał więc chleb także nocą. Zawyżał liczbę obywateli, aby mieć dodatkowe porcje chleba, ryżu i zupy także dla ludności żydowskiej. Dla złagodzenia narastającego głodu organizował wyprawy po prowiant do okolicznych miejscowości, min. do Jasła. Niejednokrotnie sam jechał wozem.

          W okresie między listopadem 1914, a majem 1915 roku ksiądz kanonik nie zaprzestał pełnienia funkcji kapłańskich. Odprawiał codzienną mszę świętą, spowiadał mieszkańców miasta. Przed Wielkanocą przystąpiło u niego do spowiedzi, być może po raz ostatni w życiu, ponad 120 żołnierzy rosyjskich. Udzielał także ostatniej posługi umierającym na skutek ran czy szerzących się chorób, zarówno cywilom jak i żołnierzom. Towarzyszył w ostatnich chwilach życia również tym konającym na polu walki. Asystował przy prowizorycznych pochówkach organizowanych w przydomowych ogrodach.

        Ksiądz-burmistrz przynajmniej trzykrotnie sam uniknął śmierci od kul w niego wymierzonych i od gruzów walącego się budynku. Podczas bombardowania gorlickiego rynku jeden z pocisków trafił w jego mieszkanie, uszkodzone już kilkakrotnie wcześniejszymi ostrzałami. Życie wówczas ratuje mu jego ulubiona małpka Koko. Niestety, walący się strop niszczy praktycznie w całości przepiękną kolekcję owadów, a także cenny księgozbiór [patrz także: fragmenty pamiętnika dra Hansa Richtera].

 

       

          Gehenna frontowa Gorlic i jego mieszkańców kończy się 2 maja 1915 roku. Rozstrzygniecie przynosi Bitwa Gorlicka, jedna z największych bitew wschodniego frontu I wojny światowej. Po godzinie 15.45 miasto jest już w rękach sprzymierzonych oddziałów niemieckich. Front cofa się, pozostawiając płonące zgliszcza miasta.

Oto, jaki obraz swojego miasta ksiądz kanonik musiał oglądać po przejściu wojsk, po 2 maja:

"Prawie w 90% zniszczone zabudowania Gorlic, najróżniejsze pozostałości po stacjonujących i przemieszczających się na zmianę oddziałach, setki kilometrów okopów i umocnień ryjących ziemię, mnóstwo niewybuchów, tymczasowe groby w każdej części miasta, w każdym niemal przydomowym ogródku, rowie, w każdym najmniejszym nawet zagajniku. Mnóstwo niepogrzebanych ciał żołnierzy, niezliczona ilość rannych. A do tego niesamowita bieda, głód, choroby i wyniszczenie fizyczne oraz psychiczne ludności, ludności, która miała "szczęście" znajdować się przez kilka miesięcy na samej linii frontu, w centrum jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach wojny światowej".

           Ksiądz-burmistrz Bronisław Świeykowski zostaje ogłoszony przez Gorliczan "mężem opatrznościowym miasta". Mówią wprost: gdyby nie On, nie wiedzą, co by się z nimi stało. Albo śmierć z głodu, albo wywózka, albo stryczek... [patrz także: O księdzu Świeykowskim Ks. J. Pawelski T. J.].

            Ksiądz natychmiast daje się poznać jako znakomity organizator odbudowy Gorlic. Dzięki m. in. jego staraniom udało się przygotować miasto tak, że można w nim było przetrwać zimę 1915/1916. [patrz także: Odezwa Komitetu Ratunkowego Miejskiego].

23 listopada 1915 roku ksiądz Bronisław Świeykowski reskryptem CK Namiestnictwa zostaje mianowany Komisarzem Rządowym dla miasta Gorlice [patrz także: Rozporządzenie ordynariatu biskupiego w Przemyślu].

            Jednak poczucie dobrze wypełnionego obowiązku, jaki mu powierzono zostaje poważnie zachwiane. 10 marca 1916 roku burmistrz Gorlic "z dni grozy", kanonik Bronisław Świeykowski zmuszony jest stanąć przed wojskowym sądem polowym w Krakowie. Powód: oskarżenie o szpiegostwo na rzecz carskiej Rosji. W sprawie wezwanych zostało 60 świadków. Zostaje ogłoszony jednomyślny wyrok. Niewinny. Pomówienie o szpiegostwo zraża go do władzy austro-węgierskiej. Manifestuje to dobitnie nie przyjmując nadanego mu przez cesarza Karola krzyża kawalerskiego orderu Franciszka Józefa. W liście do monarchy datowanym na 21 lutego 1917 roku uzasadnia swoją odmową przyjęcia odznaczenia: "... dość krzyżyków nadźwigałem się jako burmistrz...". Cesarz w korespondencji wysłanej do duchownego uznaje jego powody, a także wyraża nadzieję, że ten zapomni krzywdy doznanej niesłusznym oskarżeniem w marcu 1916 roku. [patrz także: list X. kan. Świeykowskiego].

           Świeykowski codziennie odprawia msze święte, ale bardzo rzadko decyduje się na osobiste wygłoszenie kazania. Wyjątek robi podczas nabożeństwa odprawianego na gorlickim rynku, wśród ruin, 2 maja 1916 roku, w I rocznicę Bitwy Gorlickiej[ patrz także: fragment kazania ks. Świeykowskiego].

 

                  

 

     Zostaje też współzałożycielem Komitetu Urządzania Wystawy Pamiątek Wojennych. W 1919 roku jest jednym z inicjatorów i twórców Pierwszej Wystawy Pamiątek Wojennych. Ekspozycja była prezentowana w salach Starostwa Powiatowego w Gorlicach. W tym samym roku, w 1919, za namową Pawła Sapiehy ksiądz-burmistrz publikuje własne zapiski z "inwazyi rosyjskiej", wspomniane już wcześniej pamiętniki "Z dni grozy w Gorlicach". Opisuje w nich okres przypadający na obie okupacje rosyjskie. Diariusz „Z dni grozy w Gorlicach. Od 25 IX 1914 do 2 V 1915" ukazał się drukiem w Krakowie w 1919 roku.

 

                  

 

Odmówienie przyjęcia orderu od cesarza Karola zostało odebrane również jako demonstracja polityczna. Jako Komisarz Rządowy Świeykowski był współorganizatorem manifestacji zorganizowanej 19 lutego 1918 roku na gorlickim rynku. Protest dotyczył warunków pokoju brzeskiego i oddania Chełmszczyzny i Podlasia Ukrainie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powstała w Gorlicach Powiatowa Rada Narodowa z Komitetem Wykonawczym. Bronisław Świeykowski był tam jednym z zastępców. W 1918 roku wstąpił do utworzonego właśnie Stronnictwa Budowy Zjednoczonej Polski i pełnił w nim funkcję zastępcy prezesa. Nie zgodził się na wysunięcie swojej kandydatury w wyborach do Sejmu Ustawodawczego. Jednocześnie ogranicza aktywność polityczną do pisania artykułów.

         Angażuje się jeszcze w wydarzenia w 1920 roku. Wobec zagrożenia utraty niepodległości współorganizuje wiec na rynku. Namawia na nim by ochotnicy wstępowali do wojska polskiego. Tym, którzy zdecydowali się walczyć przeciw bolszewikom rozdaje krzyże pamiątkowe "Armii Ochotniczej 1920". Bronisław Świeykowski pełni funkcję Komisarza Rządowego miasta Gorlice do 31 maja 1920 roku. Z tą datą składa rezygnację z urzędu.

          Rada Miasta w uznaniu zasług i jako podziękowanie za 4-letnie kierowanie miastem w trudnym, wojennym czasie nadaje 4 lipca 1921 roku księdzu Bronisławowi Świeykowskiemu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Gorlice. Kategorycznie nie zgadza się by plac przy gorlickim kościele nazwano jego imieniem. Także najwyższe władze duchowne doceniły postawę duchownego. Dekretem z 3 lipca 1925 roku papież Pius XI przyznał mu tytuł szambelana.

         W 1926 roku katecheta Bronisław Świeykowski przechodzi oficjalnie na zasłużoną emeryturę. Coraz więcej czasu poświęca teraz działalności społecznej i charytatywnej. Nadzoruje odbudowę gorlickiego kościoła. Pełni liczne funkcje w towarzystwach działających na terenie miasta i powiatu. Jak powszechnie mawiano: w międzywojennych Gorlicach nic ważnego nie wydarzyło się bez udziału księdza Świeykowskiego.

         11 listopada 1929 roku zostaje nadany mu Order Polonia Restituta. Jest to kolejne świeckie odznaczenie, jakiego odmówił przyjęcia.

           W czasie II wojny światowej ksiądz udzielał się nadal społecznie, także jako kapelan w miejscowym szpitalu. Był wyznaczany parokrotnie na zakładnika, gwarantującego swoim życiem bezpieczeństwo Niemców na terenie Gorlic. Posługę kapłańską wciąż pełnił z oddaniem i poświęceniem, na tyle, na ile pozwalały mu wiek i pogarszający się stan zdrowia. Ostatni raz oficjalnie wystąpił w maju 1945 roku. Słabnący ciągle wzrok i coraz mniejsza sprawność fizyczna dawały o sobie znać. Zaczął coraz bardziej podupadać na zdrowiu. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie w wieku 91 lat, 27 stycznia 1956 roku.

        Pogrzeb księdza Bronisława Świeykowskiego, który odbył się 31 stycznia 1956 roku okazał się wielką manifestacją wdzięczności i szacunku dla jego osoby. Nie spełniono jego ostatniej woli by był to skromny, żołnierski pochówek, w trumnie z nieheblowanych desek, bez tłumów i bez przemówień.

 

 

W ostatniej, ziemskiej drodze żegnało go przeszło 5 tys. osób. Dla nich pozostał bohaterskim burmistrzem, wspaniałym kapłanem i serdecznym człowiekiem z niebywałą wiedzą i zainteresowaniami. Wśród przybyłych było 100 duchownych. Wiele osób przyjechało specjalnie żeby oddać mu hołd, w tym liczna delegacja Żydów wdzięcznych za pomoc okazaną im w czasie okupacji rosyjskiej miasta w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej. Wśród tłumu zebranych nie pojawił się tylko nikt z ówczesnych władz miasta Gorlice...

 

       

 

       

 

Przez długie lata na odremontowanym budynku, tam gdzie mieszkał ksiądz Świeykowski (na ulicy, która teraz nosi jego imię), wisiały przytwierdzone do elewacji pociski artyleryjskie, te same, które zniszczyły budynek i nieomal zabiły jego mieszkańca. Szkoda, że zostały zdemontowane...

Opracowanie: Katarzyna Liana

 

Fragmenty tekstów  źródłowych uzupełniające artykuł:

 

1.

 

Odezwa

Do mieszkańców Gorlic !

 

Nieprzyjaciel od wojny groźniejszy bo cholera azyatycka urzędownie stwierdzona wkradła się już w szeregi naszych żołnierzy i w powiecie i w mieście naszem!

Przeciwdziałać temu strasznemu wrogowi – to najświętszy obowiązek Magistratu ale też i wszystkich mieszkańców miasta !

Choćby najsilniejsze starania Magistratu nie odniosą skutku w tym kierunku, jeśli mieszkańcy nie będą poczuwać się do obowiązku najakuratniejszego spełnienia lub dopilnowania, by zarządzenia Magistratu w tej mierze wydane z wszelką ścisłością zostały przeprowadzone.

We środę 7 b. m. rozpocznie się gruntowne czyszczenie miasta.

Każdy ponadto mieszkaniec obowiązany będzie przeprowadzić asanacyę mieszkania swego, właściciele zaś domów asanacyę kurytarzy, sieni, podwórzy stodół, stajni a zwłaszcza wychodków.

Celem należytego zdesinfekcyonowania tychźe winien każdy miejsca te dobrze polać natrium Sulphuratum, który sprowadził Magistrat z tutejszej fabryki kwasu siarczanego i sprzedawać będzie kilo tegoź za 6 hal. Zauważa się, że natrium sulphuratum jest znakomitym środkiem desinfekcyjnym, dorównuje bowiem sublimatowi, rozpuszcza się bardzo łatwo we wodzie, trzeba jednakowoż ostrożnie z nim postępować, gdyż pali suknie i parzy ciało.

Celem skontrolowania, o ile zarządzenia powyższe w poszczególnych domach, lokalnościach i mieszkaniach przeprowadzone zostały, powołuję osobną komisyę, która wyznaczy dla każdej dzielnicy miasta dziesiętników, a ci będą mieli pod własną odpowiedzialnością obowiązek zbadać rzecz całą; w razie zaś nie zastosowania się do owych przepisów mają winnych zgłaszać do Magistratu, a raczej urzędującej prowizorycznie Rady Przybocznej, a ta ( oświadczam z góry) zmusi niedbałych choćby i najsurowszemi środkami do spełnienia obowiązku mającego na celu dobro całego miasta i ustrzeżenie mieszkańców przed tak groźnem a tak już bliskiem niebezpieczeństwem.-

Gorlice,  październik 1914

Za burmistrza

Ks. Świeykowski

 

2,

Ksiądz fałszerzem wyborczym

 

W sprawie wniesionej w sejmie interpelacyi o popełnionych w G o r l i c a ch fałszerstwach wyborczych przez inspektora szkolnego ks. Dutkiewicza, otrzymujemy z Gorlic następujące bliższe szczegóły: Do rady szkolnej okręgowej w Gorlicach miał się odbyć w dniu 26 września podczas okręgowej konferencyi nauczycielskiej wybór reprezentanta zawodu nauczycielskiego. Kandydatów było dwóch: dotychczasowy „reprezentant” nauczycielstwa, zausznik ks. Dutkiewicza, niemy członek rady szkolnej, p. Dobrowolski i katecheta przy żeńskiej szkole wydziałowej ks. Br. Świeykowski, wysunięty przez ogół nauczycielstwa dlatego, że nauczycielstwu znanem było wrogie usposobienie dla siebie obu tych księży. Spodziewano się wiec, że ks. Świeykowski będzie bronił interesów nauczycielstwa, chociaż jest zagorzałym konserwatystą.

Ks. Świeykowskiego postanowił ks. inspektor Dutkiewicz utrącić za każdą cenę, chwycił się więc następujących sposobów, wziętych żywcem z arsenału „galicyjskich wyborów”. W pierwszym głosowaniu na 88 głosujących ks. Świeykowski otrzymał 70 głosów i wprost przygniatającą większością został wybrany. Już podczas skrutynium ks. Dutkiewicz, widząc co się święci, starał się uszczuplić nieco głosów ks. Świeykowskiemu, wydzierając kilkakrotnie kartki wyborcze z rąk skrutatorki panny Winkler, sam osobiście odczytywał nazwisko „Dobrowolski” zamiast napisanego na kartce nazwiska „Świeykowski”. Za każdym jednak razem pna Winkler, dyrektorka tutejszej szkoły ludowej żeńskiej, demaskowała fałszerza wyborczego, mówiąc wobec całego zgromadzenia „przepraszam, jest napisane ks. Świeykowski”. Gdy w ten sposób nie można było dojść do celu, ks. Dutkiewicz poradził sobie w inny sposób. Oto po prostu unieważnił cały akt wyborczy pod pozorem, iż uprawnionych do głosowania było tylko 85 osób, głosowało zaś 88, a mianowicie 3 nauczycieli młodszych, nie posiadających egzaminu kwalifikacyjnego, którzy zatem nie mieli jeszcze prawa wyborczego. Taki gwałt może wejść od „kwiatuszków wyborczych” nawet w Galicyi. W każdym innym wypadku unieważnienie wyborów w takowych warunkach byłoby niemożliwością. Ksiądz Świeykowski otrzymał 70 głosów, kontrkandydat tylko 15.

Po unieważnieniu pierwszego wyniku głosowania ks. Dutkiewicz zarządził wybór ponowny.  Tym razem odbierał sam kartki wyborcze i w tej chwili przy odbiorze je otwierał, chcąc się dowiedzieć ,,na kogo dany nauczyciel głosuje, przyczem wyrażał mu swoje niezadowolenie w razie głosowania na ks. Świeykowskiego. Gdy tenże zaprotestował przeciwko takiemu pogwałceniu swobody głosowania, ks. Dutkiewicz ofuknął go słowami: „ masz mi się ksiądz do wyboru nie mieszać”. Po takiem powiedzeniu ks. Świeykowski zgromadzenie opuścił.

Tymczasem ks. Dutkiwicz widząc, iż mimo jego i jego naganiaczy agitacyi p. Dobrowolski gotów powtórnie upaść, wezwał skrutatorkę p. Winkler i polecił, aby przy skrutynium odczytywała z kartek nazwisko „Dobrowolski”, chociaż było napisane Świeykowski. Do popełnienia takiej zbrodni p. Winkler namówić się nie dała, mino natarczywych nalegań ks. Dutkiewicza (…). Wówczas pani Winkler zrzekła się obowiązków skrutatorki, a w jej miejsce powołał ks. Dutkiewicz innego skrutatora. Teraz już był panem sytuacyi. Nazwiska z karteczek sam odczytywał wedle upodobania, dając niezwykłą lekcyę znajomości abecadła, jak przystało na inspektora szkolnego. W tej interpelacyi alfabetu nazwisko „Świeykowski” zmieniało się w ustach czarodzieja wyborczego na „Dobrowolski”. Odczytane kartki chował czem prędzej do swej sutanny, aby już więcej światła dziennego nie zobaczyły i nie uległy przypadkiem kontroli. W ten sposób w drugim głosowaniu p. Dobrowolski otrzymał 50 głosów i został uznany za wybranego. Dla zachowania pozorów przyzwoitości otrzymał ks. Świeykowski tym razem z łaski ks. Dutkiewicza głosów 35. Byłby i tych pewnie nie uznał, gdyby ks. Dutkiewicz był wytrwał do końca w tak „dokładnem” odczytywaniu kartek wyborczych. Charakterystycznem jest dalej, iż nauczyciele nie mający prawa głosowania, tym razem głosowali i ks. Dutkiewicz uznał mimo to wybory za ważne. Dla całości dodać należy, iż ks. Dutkiewicz jednemu z nauczycieli, którego podejrzewał o agitacyę za ks. Świeykowskim, zagroził wobec wszystkich zgromadzonych, że go do 24 godzin przeniesie z Gorlic. (…)W całym mieście wybuchło ogromne oburzenie.

(…)Tadeusz Tokarski wniósł sprawę do prokuratoryi państwa w Jaśle z powodu tych nadużyć doniesienie karne przeciw ks. Dutkiewiczowi. Doniesienie to odstąpiła prokuratorya powiatowemu sądowi w Gorlicach, celem przeprowadzenia śledztwa, które już się rozpoczęło(…).

 

3.       

Fragmenty pamiętnika dra Hansa Richtera

 

Burmistrz Gorlic

 

„N. W. Tagblatt” podaje w niedzielnym numerze pod powyższym tytułem wyjątek z pamiętnika dra Hansa Richtera, lekarza sztabowego, zatwierdzony przez wojenną kwaterę prasową. Rzecz tę powtarzamy w streszczeniu, jako godny uwagi hołd, złożony istotnej zasłudze.

(…) Wiecznie pamiętną pozostanie bitwa przełomowa pod Gorlicami, która należy nie tylko do największych lecz i najważniejszych bitew w dziejach. Majowe zwycięstwo pod Gorlicami jest dla Austro-Węgier i Niemiec potężnym punktem zwrotnym, od którego rozpoczął się wspaniały pochód zwycięski w głąb Rosyi.

Jak żywo mamy wciąż w pamięci te wspomnienia!

Przyjechaliśmy do Gorlic w kilka dni po Zaduszkach 1914 r. Tutaj dowiedzieliśmy się naprzód, że nie dostaniemy się do Sącza, jak brzmiał nasz pierwotny rozkaz, lecz po jednodniowym odpoczynku mamy drogą na Sękową przeprawić się przez Karpaty.

Posłałem naszego kapelana, by nam wyszukał kwaterę. Wrócił z wiadomością, że na probostwie nie ma już miejsca, gdyż pokoje gościnne są już zajęte przez księży uchodźców ze Lwowa i Przemyśla, lecz że nowy burmistrz, nauczyciel religii, dał nam klucze do opuszczonego mieszkania pewnego adwokata. Teraz mieliśmy miejsca pod dostatkiem, krzesła, stoły, łóżka bez pościeli. Byliśmy jednak szczęśliwi, bo na dworze lało jak z cebra. Poco żołnierzowi na wojnie pościeli, gdy ma własny koc? Natychmiast urządziliśmy się po spartańsku. A nasz kapitan mówił nam:

„Moi panowie! Musicie poznać burmistrza gorlickiego! To jest unikat. Mieszka w pobliżu kościoła parafialnego Nigdy w życiu nie widziałem tak wielkiego zbioru owadów jak u tego człowieka. To muzeum !”.

Obudziło to naszą ciekawość, i w końcu razem z naszym kapitanem i nadporucznikiem sanitaryuszów stanąłem przed burmistrzem miasta Gorlic, ks. Bronisławem Świeykowskim.

Długa, chuda postać o nader wyrazistych rysach. Zresztą uosobiona dobrotliwość. Najprzód tłumaczył się, skąd ma ranę na czole: w pośpiechu potknął się na swoich ciasnych schodach. Przez sypialnię, pełną półek z książkami weszliśmy do miłej biblioteki na pierwszym piętrze, która już dawała niejako duchowy obraz właściciela. Gdy odsunął zasłonę z półek, ujrzeliśmy wybitne dzieła z dziedziny nauki i sztuk. A przed książkami miły zapach roztaczały rządy wielkich rumianych jabłek, wszędzie zaś naokoło stały rośliny i kwiaty, jak w oranżeryi.

Potem przez małą sionkę weszliśmy do naukowego laboratoryum.

W sionce wytrzeszczyła na nas zęby małpka z grymasami i krzykami.

- Nie kąsa – Uspokoił nas burmistrz. - Wyrwałem jej siekacze! – W pracowni wpada mam wpierw w oko biały ptak, bardzo łaskawy.

- Znają panowie tego ptaka? – Zapytał uczony. – Zgadywaliśmy błędnie.

- To biała kawka!

Tak dowiedzieliśmy się, ze oprócz białych kruków, są także białe kawki.

W muzeum chrząszczy i motyli wyczyszczaliśmy oczy, oglądając po porządku gablotki i pudełka na ścianach, ustawione troskliwie, a gustownie.

- To praca całego mojego życia – rzekł burmistrz. Już 26 lat żyję w tej samotni spokojny i zadowolony.

Później zadziwił nas burmistrz swoją doskonałą pamięcią, gdyż jak się pokazało, znał dokładnie personalia wszystkich księży w Austryi.

Pożegnanie z nim było bardzo serdeczne. Stały przed nami bułki, miód, jabłka i buteleczka najlepszej śliwowicy, którą zaraz wsunąłem do kieszeni, bo mi się zdawało, że kapelan krzywo na nią patrzy. Podczas marszu w Karpatach ta latarka dobrze nas ogrzewała, chwaliliśmy sobie także kiełbasę gorlicką. Długo rozmawialiśmy jeszcze o przezacnym burmistrzu gorlickim i na deszczu piliśmy jego zdrowie każdy łykiem śliwowicy. Jak też mu się powodzi? - Kłopotaliśmy się nieraz. Przygotowania bowiem, które zastaliśmy, kazały spodziewać się wielkich rzeczy. Tak też było. Dnia 16 listopada przyszli Rosyanie do Gorlic i zostali tam do 12 grudnia, wrócili na Sylwestra i pozostali przez 4 miesiące ku utrapieniu ludności.

Przypadkiem w pierwszych dniach maja 1915 roku znalazłem się znowu w pobliżu Gorlic i z ust braci niemieckich posłyszałem pierwszą wiadomość o zwycięskiej bitwie na linii Gorlice -Tarnów.

Tu dr Richter opisuje z autopsji pożar Gorlic, kreśli przebieg bitwy (…), wreszcie opowiada, o rozmowie jaką miał w Koszycach z pojmanymi w bitwie oficerami rosyjskimi. Jeden z nich, lekarz sztabowy, ze szczególnem wzruszeniem i gorącem uznaniem opowiadał o burmistrzu gorlickim, ks. Świeykowskim. Niesłychana rzecz, co ten szlachetny człowiek, ten bohater w sutannie podczas strasznych dni wojennych zdziałała dla miasta. Z zupełnem zaparciem się siebie, z odwagą i godnością spełniał swój trudny urząd i oględnie otaczał swoją nieszczęśliwą i uciśnioną ludność najtroskliwszą opieką. Nędza była wielka.

„Sami nie mieliśmy wiele - mówi lekarz rosyjski, i dosłownie - kazaliśmy jednak codziennie rozdzielać między ubogich 500 porcyi. Temi 500 porcyami karmił burmistrz 1500 ludzi, a często i więcej. Jak tej sztuki dokazywał, jest dla nas zagadką. Szlachetny człowiek na wskroś. Byliśmy wszyscy w nim zakochani” Serce skakało nam z radości przy tem uznaniu z ust nieprzyjaciół. I wciąż słyszeliśmy godne podziwu nowiny o tym bohaterskim burmistrzu.

Przy każdej sposobności, ile razy mówiono o Gorlicach, wspominaliśmy o nim z radością i wdzięcznością, zwłaszcza podczas Zaduszek w 1915 r. na polach pod Gorlicami. Ileż przez ten rok zmieniło się w samych Gorlicach i naokoło! Gorlice stały się sławnemi na cały świat. Ale co też się stało z jego pięknym zbiorem owadów?

Co też się działo z zacnym burmistrzem w płonących Gorlicach? Z temi i podobnemi pytaniami wysyłaliśmy w rocznicę naszej gościny kartkę z pozdrowieniami do ks. Świeykowskiego.

Na to z końcem listopada 1915 r. otrzymaliśmy od ks. burmistrza list w żałobnej obwódce, w którym dziękuje mam za pamięć, pisze miedzy innymi:

„Tak jest, przez ten rok zdarzyło się u nas wiele, wiele rzeczy. 126 dni inwazji, a przytem codzienna kanonada, która z 614 domów miasta zniszczyła 567, reszta - 47, w których jeszcze można mieszkać, również poniosła wielkie szkody. Także mój dom 21 stycznia dostał pocisk właśnie od tej strony, gdzie był umieszczony mój zbiór owadów ( 14. 647 gatunków chrząszczy, 4.750 motyli i przeszło 2.000 różnych innych gatunków owadów), a eksplozyja granatu w pokoju tak wszystko zniszczyła, że z gablotek i ze wszystkich owadów nie pozostało ani śladu. W jednej chwili praca 26 lat mego życia stała się niczem…

Niech to będzie moja ofiara na ołtarzu miłości ojczyzny, na którym ojcowie składają swoich najukochańszych, zdrowiem tryskających synów, a dzieci ojców… Drugiego maja dom mój znów z drugiej strony, gdzie miałem bibliotekę i sypialnię, dostał cztery pociski naraz, w tem także jeden pocisk 40-centimetrowy, i tak wraz z moimi pupilami w mieście stałem się bezdomnym. Musiałem się zakwaterować do mojego biura w magistracie razem z moją małpą „Kokiem”, która cudem ocalała z całego muzeum i jako „wojenny burmistrz” pracuję dalej dla dobra mieszkańców, nie tracąc energii.

„Na domiar w drugiej połowie maja otrzymałem wiadomość, że mój jedyny brat, który jako nadporucznik ułanów od początku wojny stał na froncie, wskutek trudów wojennych zachorował na serce i po przybyciu do Zakopanego na 14-dniowy urlop, umarł. Szczęściem od rana od wieczora jestem tak zajęty, że nie mam czasu myśleć o własnych bolach. Zresztą własny ból czymże jest, gdy się naokoło widzi tyle cierpień, tyle rozpaczy…

Przed trzema tygodniami znów zmarła moja najdroższa matka - z żalu za synem. Widzę teraz, że człowiek jest bardzo silnem, wytrwałem stworzeniem, jeżeli może tyle wytrzymać i nie traci przytem siły i ochoty…”

W oczach stanęły mi łzy przy czytaniu tych wierszy, lecz taka wielkoduszność znów mnie uradowała. Takim, jak ten list, jest cały człowiek, bohater, cichy dobroczyńca bez rządzy sławy i zaszczytów, zawsze ożywiony Żelaznem poczuciem obowiązku. W tym też duchu działa burmistrz wojenny, od listopada 1915 r. także jako komisarz rządowy przy odbudowie miasta Gorlic, nad którego murami ku wiecznej pamięci błyszczy płomienny napis:

„Victoria”!

 

[ patrz także: http://digi.landesbibliothek.at/viewer/fulltext/AC02868470_1916_0020/1/].

 

4.         

Ks. J. Pawelski T. J.

O księdzu Świeykowskim

 

                (…) Losy wojny, jak dały wielkie imię historyczne małym Gorlicom, tak odkryły przed światem heroiczną cnotę kapłana, który w tem zapadłem miasteczku pracował. Prócz obowiązków kapłańskich, wziął ksiądz Świeykowski na swe barki i zarząd miasta, jako burmistrz, wziął w chwili krytycznej, gdy Gorlice zagarnęła inwazya rosyjska. Wypadło mu trwać i działać na stanowisku w niezwykle trudnych warunkach, bo nie tylko w czasie dwukrotnej inwazyi rosyjskiej, ale i przez 126 dni ostrzeliwania miasta, w tem podczas jednego z najstraszniejszych działań artyleryiskich w tej wojnie, które zmieniło Gorlice w kupę gruzów.

Ileż chwil nad wszelki wyraz ciężkich przejść musiał kapłan–obywatel! Wybuchły epidemie, cholera, dysenterya, tyfus; codziennie trzeba było zaopatrzyć kilkunastu chorych. Niejednokrotnie zaglądał do miasta głód; raz trzeba było wypraszać u komendanta rosyjskiego 20 pudów chleba, kiedy indziej uzyskać zezwolenie na sprowadzenie co tydzień żywności z Jasła. A kiedy wybuchła wśród ludności nędza, organizuje ksiądz Świeykowski rozdawnictwo obiadów, po 500 porcyj dziennie. I tak szły bez przerwy te ciężkie, jak żelazne kajdany dni.

Ciągle trzeba było ucierać się z kozactwem, ciągle żebrać u władz. Krzepić zrozpaczonych, karmić głodnych, opatrywać chorych, dźwigać z ulic miasta rannych. I to wszystko wśród największych niewygód, w mieszkaniu zimnem, poszczerbionem armatnimi kulami, w jednym pokoiku, w którym dzień i noc paliła się lampa, gdyż okno zabito dla ochrony przed pociskami. Pokoik ten był świadkiem niezwykłych epizodów, jak ten na przykład, gdy w samym środku inwazyi rosyjskiej nawiedza księdza Świeykowskiego tajny wysłannik armii austryackiej. Prawie równocześnie przychodzi do pokoju komendant rosyjski. Ksiądz Świeykowski, słysząc zbliżające się, a dobrze znane sobie kroki, chwyta za stułę, wysłannikowi każe uklęknąć. Komendant, widząc księdza, słuchającego spowiedzi, cofa się od drzwi.

Ileż potem zdziałał ksiądz Świeykowski. Założył prowizoryczny szpital, rozwinął działalność dla rozmieszczania bezdomnych, zorganizował tanią kuchnię. Trzeba było zaopatrzeć ludność w żywność, opał, we wszystkie środki do życia. Po ustąpieniu Rosyan zajął się znów odczyszczaniem miasta i akcyą odbudowy.

Wtedy to doświadczył Bóg wiernego sługę swego krzyżem ciężkim. Austryacki sąd polowy, a więc sąd państwa, któremu tak wiernym okazał się kapłan-obywatel, na skutek podłej denuncyacyi, wytoczył księdzu Świeykowskiemu proces o zdradę stanu. Proces nie tylko nie wykazał najmniejszej winy, stał się nadto hołdem dla niezwykłych zasług. Sprawa doszła do cesarza Karola, który udzielił kapłanowi wysokiego orderu. Od orderu jednak ksiądz (…) wymówił się. Pobudką wszelkich czynów, pisze ksiądz Świeykowski do cesarza, było „ moje kapłańskie powołanie, które każe mi chrześcijańską miłością bliźniego nie tylko słowy głosić, ale czynami okazywać; bez względu więc na to, czy moje usiłowania i trudy zasłużą wobec świata na odznaczenie i pochwały, pragnąłem jedynie wypełnić wolę Wszechmocnego Sędziego i Jego święte przykazania… Uczyniłem wszystko w miarę moich sił i mojej wiedzy na chwałę Boga i dla dobra bliźnich”.

Na odmowną odpowiedź księdza Świeykowskiego wysłał cesarz Karol do Gorlic osobnego kuryera ze swoim odręcznym listem, w którym w serdecznych wyrazach składa hołd cnocie kapłana.

Hołd ten złożyła już także prasa wszystkich odcieni, złożył nawet żyd-socyalista w parlamencie wiedeńskiem.

Sprawie Bożej wystawił ksiądz Świeykowski, że użyjemy słów cesarza” najpiękniejszy pomnik”, który będzie drogowskazem dla wielu.

 

5.        

Odezwa Komitetu Ratunkowego Miejskiego w Gorlicach

 

Sławnemi stały się Gorlice, bo tu powiódł się atak, który przełamał front nieprzyjaciela - ale sławnem jest dziś to miasto także i dlatego, że na niem ogień i miecz wycisnęły swe straszne piętno.

Odeszli wrogowie, ale opuszczając miasto pozlewali naftą te domy, które od kul armatnich ocalały i spalili wszystko, co się spalić dało. I oto dziś widzieć można tylko stosy zwalisk, poszczerbione ruiny bez dachów i okien i sterczące hen ku niebu okopcone kominy. Najboleśniejszy już jednak widok przedstawiają ruiny kościoła. Prześliczny, niedawno znacznym kosztem zbudowany Dom Boży przestał istnieć. Zostały tylko nawa boczna i poszczerbiony cudowny fronton, na którym widnieje jeszcze napis „Gorliczanie Bogarodzicy Dziewicy”. Sklepienie, filary i chór legły w gruzach.

Dziesiątki lat upłyną zanim ku czci Bożej Rodzicielki stanie nowa, tak piękna świątynia, jak ta, która zburzyła światowa wojna. Dziesiątki lat przeminą zanim miasto nasze dźwignie się z tego strasznego upadku.

Mieszkańcy stracili całe mienie ruchome i nieruchome. Nawet ci, którzy wrócili doń wcześniej, zapasy gotówki musieli zużyć na codzienne potrzeby; wracają w odzieży wynoszonej, zabiedzeni i bezsilni, z rozpaczą w sercu. Straszne chwile,  jakie spędzali jedni w mieście, inni jako wygnańcy na obczyźnie, wybiły się na ich twarzach bolesnym wyrazem, a na głowach przedwczesną siwizną.

Wśród szpalerów zamarłych domów suną się jak cienie pochylone zgnębienie postacie mieszkańców. Takie to ślady zostawiła u nas światowa wojna.

A teraz spojrzyjmy w przyszłość. Niestety, niedobrze się ona przedstawia. Wszakże straciliśmy co mieli. Z czemże tu iść w życie od czego i z czem rozpocząć obudowę ? Brak materyału budowlanego, który dopiero z dalszych okolic być musi sprowadzony, brak koni, wozów, brak sił roboczych, przede wszystkiem brak żywności, bielizny i ubrań.

Nasz mieszczanin nigdy zapasnym nie był, (nasz kupiec w ostatnich latach stale podupadał, odkąd ruch naftowy zmalał i przestał zasilać miasto pieniędzmi. Nie było zdaje się w mieście realności wolnej od długów, tak jak teraz nie ma żadnej wolnej od uszkodzeń).

Ludność jest tak wyczerpana, że sama z siebie sił nie wykrzesze prędko. Trzeba więc koniecznie pomocy z zewnątrz. Powinno zebrać się tyle przynajmniej, aby przed zimą przykryć masy, które jeszcze nie grożą runięciem i uchronić je przed rozpadem.

Trzeba też będzie nakarmić niejednego, który pozbawiony dachu nad głową i możności zarabiania cierpi głód.

Rodacy! Przyjdźcie z pomocą

Ruszcie na ratunek dotkniętych braci - ile kto może.

Otrzejcie datkiem Waszem niejedną łzę zbolałych, uchrońcie przed zwątpieniem i ostatnią nędzą niejedną egzystencyę.

Gorlice, w czerwcu 1915

Komitet Ratunkowy Miejski

Przewodniczący ks. Bronisław Świeykowski

 

6.

Rozporządzenie ordynariatu biskupiego w Przemyślu

 

Z Gorlic

(...)Dotychczasowy komisarz rządowy ks. Bronisław Świeykowski ustępuje z tego stanowiska z dniem 1 listopada b.r., a to po myśli rozporządzenia ordynariatu biskupiego w Przemyślu. Wedle zbioru ustaw i przepisów prawa kanoniczego wydanego świeżo przez papieża Benedykta, żaden kapłan katolicki nie może piastować publicznych urzędów administracyjnych z prawem jurysdykcji bez zezwolenia stolicy apostolskiej. Opierając się na tym przepisie, ordynariat biskupi w Przemyślu polecił ks. Świeykowskiemu złożenie urzędu komisarza rząd. miasta Gorlic. Posłuszny prawu kościelnemu i swej władzy duchownej, ks. Świeykowski zrezygnował z zajmowanego stanowiska.

Tymczasowy zarząd miasta stojący na straży interesów miejskich, a zarazem chcąc dać wyraz przekonaniu ogółu na posiedzeniu w dniu 19 bm. pod przewodnictwem zastępcy kom. rząd. Józefa Rakuckiego powziął uchwałę, w myśl, której deputacja, złożona z pp. zast. kom. Józefa Rakuckiego i dwóch członków tymcz. ma w miejscu właściwem poczynić starania o zmianę wydanego zarządzenia, względnie utrzymać ks. Świeykowskiego na dotychczasowem stanowisku. Dalej postanowiło zwołać na niedzielę dnia 22 bm. do sali „Sokoła” powszechny wiec mieszkańców miasta dla omówienia tej sprawy i wypowiedzenia się opinii publicznej.

W końcu na wypadek, gdyby starania powyższe nie odniosły skutku, członkowie tymcz. zarz. uchwalili jednomyślnie złożyć gremialnie swoje mandaty, gdyż w tak zmienionych warunkach nie mogliby ponosić odpowiedzialności za dalsze losy miasta(…).

  

7.      

List ks. Świeykowskiego do cesarza i cesarska odpowiedź.

Sprawa ks. kan. Świeykowskiego

 

(…)zamieścił pismo cesarza Karola do ks. Bronisława Świeykowskiego, który podczas inwazyi rosyjskiej sprawował tymczasowy zarząd Gorlic i okazał się najgorliwszym opiekunem ludności. Wskutek denuncjacyi oddalonego za pijaństwo funkcjonaryusza magistrackiego odbyła się przeciw ks. Świeykowskiemu rozprawa przed sądem polowym, zakończona jednomyślnem uwolnieniem. Cesarz nadał ks. Świeykowskiemu krzyż kawaleryjski orderu Franciszka Józefa z dekoracyą wojenną. Ks. Świeykowski zwrócił się z pisemną prośbą do monarchy, aby pozwolono mu pracować dalej bez świeckiego odznaczenia, gdyż co zdziałał, uczynił jedynie z kapłańskiego powołania i chrześcijańskiej miłości bliźniego. Na prośbę swą ks. Świeykowski otrzymał przez osobnego kuryera, żandarma pałacowego wiedeńskiego Burgu (…).

(…) List ks. Świeykowskiego do kancelaryi cesarskiej w sprawie udzielonego mu odznaczenia pozwolił cenzura wiedeńska dopiero dziś opublikować w pismach wiedeńskich wraz z odpowiedzią cesarza K a r o l a.

 

List X. kan. Świeykowskiego, przesłany do kancelaryi cesarskiej brzmiał:

 

Wasza cesarska i królewska Apostolska Mość, najłaskawszy Cesarzu i Panie!

Z Wiener Zgt dowiedziałem się, że nadane mi zostało odznaczenie krzyża kawaleryjskiego orderu Franciszka Józefa. Z niżej przytoczonych powodów widzę się jednak zmuszonym, to dla mnie ze wszech miar cennne odznaczenie, z pokornem podziękowaniem Waszej ces. i król. Mości oddać do dyspozycyi.

Od 21 lat przebywałem jako kapłan i profesor religii w Gorlicach. Ściśle związany z tem miastem, przeżyłem tam tyle chwil szczęśliwych, że nie widziałem w tem nic nadzwyczajnego i godnego uznania jeżeli w połowie września 1914 r., gdy wszystkie władze polityczne i autonomiczne władze były zmuszone z powodu wypadków wojennych miasto opuścić, postanowiłem objąć urząd burmistrza i opiekę nad pozostałymi mieszkańcami.

Skłoniło mnie do tego postanowienia moje kapłańskie powołanie, które mi każe chrześcijańską miłość bliźniego nie tylko słowy głosić, ale i czynami okazywać; bez względu więc na to, czy moje usiłowania i trudy zasłużą wobec świata na odznaczenia i pochwały, pragnąłem jedynie pełnić wolę Wszechmocnego Sędziego i Jego święte przykazania. Najpiękniejszą nagrodę dał mi spokój sumienia i silne przekonanie, że w tych strasznych miesiącach podczas dwukrotnej inwazyi i ostrzeliwania miasta, trwającego przez 126 dni, uczyniłem wszystko w miarę moich sił i mojej wiedzy, na chwałę Boga i dla dobra moich bliźnich.

Ciężkie i gorzkie krzyże dźwigałem przez ten czas, tak, że w końcu 1915 r. mogłem szczerze i bez żadnej ukrytej myśli odpowiedzieć pewnemu niemieckiemu jenerałowi, który w obecności kilku urzędników magistratu oświadczył: ” Wasza Przewielebność! Słyszałem już o księdzu: Należy się Panu krzyż żelazny!” - „Dziękuję Ekscelencyo za te słowa: dość krzyżów dźwigałem jako burmistrz, te mi się należą, jako katolickiemu kapłanowi; pozostaw Ekscelencyo inne krzyże tym, którzy ich pragną”.

Wychowany od dzieciństwa w ściśle konserwatywnych i lojalnych zasadach przez całe 52 lata mego życia pozostałem wierny na każdym kroku, i starałem się dowieść tego przy każdej sposobności. A jednak już w czasie, kiedy namiestnik Collard, zanominował mnie komisarzem rządowym dla Gorlic, zostałem na denuncjacyę sługi magistrackiego, wydalonego za pijaństwo, zawezwany przed sąd polowy w Krakowie. Przyszedł straszliwy moment, rozprawa, chociaż moja niewinność była już wykazana w śledztwie przez świadectwa politycznych władz, c. k. żandarmeryi i wielu świadków; na tej rozprawie, która odbyła się 10 marca 1916 r., musiałem stanąć jako obwiniony. Zostałem jednomyślnie uwolniony, gdyż inaczej być nie mogło. Jednakże to stawianie przed sądem było dla mnie, kapłana, który przez całe życie spełniał nienagannie swoje obowiązki wobec Boga, Kościoła i Ojczyzny, najcięższym krzyżem jaki włożono na moje barki i serce.

Podczas tej okropnej wojny straciłem mojego jedynego brata porucznika ułanów; moja matka umarła ze zgryzoty po jego śmierci, moje prywatne mienie zostało zniszczone przy zburzeniu miasta – ale wszystkie te krzyże lżej mogłem znieść jako ofiary na ołtarzu miłości Ojczyzny. Ten ostatni zupełnie niezasłużony krzyż z 10 marca 1916 – który to dzień będzie najpamiętniejszy w moiem życiu – był mi najcięższy i największą goryczą napoił.

Polecając moją najpoddańszą prośbę najwyższej łasce, kreślę się z najgłębszą czcią i poddaniem.

Gorlice 21 lutego 1917 r.

Bronisław Świeykowski.

Kanonik, katecheta, komisarz rządowy

 

List cesarski do X. Kan. Świeykowskiego

Baden 16 marca 1917.

 

Kochany kanoniku Świeykowski!

Uznaję powody, jakie skłoniły Pana do prośby, by wolno mu było zwrócić krzyż kawalerski orderu Franciszka Józefa z dekoracyą wojenną, który mu udzieliłem.

We wzorowem wypełnianiu powierzonych obowiązków rządowego komisarza w ciężko doświadczonem mieście Gorlicach, w idealnem wykonaniu swojego powołania, jako duszpasterz, zdziałałaś Pan rzeczy, które posłużą za przykład i zjednały Ci pełen podziwu szacunek szerokich kół społeczności.

Kapłan, który wysokim zadaniom swego wzniosłego urzędu tak sprostał, jak Pan, który w najcięższych czasach był dla bliźnich swoich duchowym pocieszycielem, pomocnym przyjacielem i zapobiegliwym doradcą, wystawił sam sobie w sercach współobywateli najpiękniejszy pomnik i zapewnił sobie kartę honorową w dziejach swej Ojczyzny.

Dla tak wiernego sługi Bożego zbyteczne być może zewnętrzne odznaczenie, albowiem znajduje najwyższą nagrodę w świadomości doskonałego wypełnienia obowiązku.

Z pełni serca życzę Panu, byś mógł zapomnieć krzywdy, doznanej niezasłużenie w marcu 1916 roku.

Najgoręcej dziękuję za wszystko dobre, dokonane przez Pana, i proszę Boga o najobfitsze dlań błogosławieństwo.

 Karol

 

8.

Prawdopodobnie fragment pochodzi z kazania wygłoszonego na rynku w Gorlicach, w I rocznicę Przełomu Gorlickiego przez ks. Świeykowkiego

 

Rodacy !

Przez długich pięć miesięcy przygniatała ciężka dłoń wroga nieszczęsne miasto nasze. Przez cały ten czas staczane w murach jego i naokół tytaniczne były zapasy. Nie było dnia bez walki - bez widoku krwi.

Nieprzerwany grzmiący huk armat wprawił w drganie nie tylko powietrze. Ziemia i mury trzęsły się w posadach. Setki wielkich i mniejszych pocisków z piekielnym chichotem spadały codziennie na miasto, rozdzierając lub w gruz waląc najsilniejsze budowle. Nieustający terkot karabinów maszynowych przerażeniem zupełnem napełniał mieszkańców. Setki tysięcy kul – przelatując jak osy w różnych kierunkach siały śmierć i spustoszenie. Blisko 600 osób padło wśród walk, a z tych prawie połowa zmarła. Na 650 domów w mieście, nie został ni jeden cały, a naledwie kilka jest takich, w których mimo uszkodzeń jeszcze mieszkać można.  Z 7000 mieszkańców było w mieście w chwili wtargnięcia Rosyan przeszło 2000 osób. Skoro tylko zaczęły się walk artylerii, cała ludność przeniosła się do piwnic. O głodzie i chłodzie, w śmiertelnej trwodze o życie i mienie, spędziła ciężkie dni ta zbolała rzesza ofiar światowej wojny. Przekradano się tylko w nocy, aby dostać trochę żywności. Kto padł na drodze od kuli-umierał bez pomocy. Zwłok leżały tygodniami po ulicach i placach oczekując pogrzebu.

(Nadszedł wreszcie pamiętny dzień 2 maja. data ta w historyi zapisze się niezatartemi zgłoskami, a obok niej stać będzie na zawsze utrwalona nazwa naszego miasta).

 

 

 

 

9.

 

Ks. Świeykowski.

 

Bez broni, której „zabij” świętym przykazaniem,

Kto chadzał wśród granatów i ginących koił,

Wzrok swój z licem Gorgony raz na zawsze spoił,

Tego trafić orderem ciężkiem jest zadaniem.

Na swego gniazda beznadziejnej straży,

Między lwem a niedźwiedziem, stał- trzecia potęga,

Pogromca z Bożej łaski, - od szpicruty potęga,

Lśni się w tych dziejach na Aresa twarzy,

Wchodzi burmistrz ruin w pole, sam, - w tej chwili

Dziwne się za nim ciągną korowody,

Świata całego stubarwnych motyli,

Chrzaszczy, owadów wszelakiej urody,

Witają swego znawcę… Niczego nie żąda…

Gablotę wspomnień otwarł – własny ból ogląda…

 

1916, Karol Irzykowski, z cyklu „Sonety Gorlickie”.

 

Opracowanie: Katarzyna Liana

Artykuł będzie na bieżąco uzupełniany.

Archiwalia: teksty źródłowe oraz fotografie pochodzą ze zbiorów członków Stowarzyszenia

 

 

 

Copyright Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915”