sh@gorlice1915.com.pl

tel. 505 959 828

Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915” K.K. 32 LIR

    Miscellanea

     

     

    [ Tu zamieszczane będą różnorodne tematycznie krótkie artykuły jakie ukazywały się w prasie z lat 1914-1918. Dotyczą one zarówno spraw bezpośrednio związanych z Wielką Wojną - typowo wojskowych, jak również społecznych czy obyczajowych, niekiedy nawet humorystycznych.

    Artykuł będzie na bieżąco uzupełniany ]

     

    1.

    Śmiertelna próba.

     

    Bardzo wiele wypadków wśród automobilistów w czasie wojny wywołują druty, przeciągnięte przez nieprzyjaciela w poprzek , w pewnej wysokości ponad drogą, w ten sposób, iż jakby nożem odcinają głowy przejeżdżającym. Niektóre państwa starają się przeszkodzić tego rodzaju wypadkom, umieszczają na automobilach specjalne sztaby ochronne, mechaniczne przecinające druty, bez żadnej szkody dla jadących. Jak zawsze jednak, tak i tutaj często środki ochronne zawodziły i od czasu do czasu kronika podaje opis podobnych katastrof. Skutkiem tego fachowcy niezmordowanie pracują nad wynalezieniem środka, któryby niezawodnie bronił przed wypadkami.

    Przed niedawnym czasem inżynier rumuński Ernst Gyrak wymyślił podobny aparat, służący do mechanicznego zrywania drutów i zwrócił się do ministeryum wojny w Bukareszcie z projektem przyjęcia go do korpusu automobilowego.  Projekt przyjęto, równocześnie jednak dla ostatecznego wypróbowania wynalazku, urządzono popis, który odbył się w obecności reprezentantów ministeryum, wojskowości, przedstawicieli korpusu automobilowego i fachowych rzeczoznawców. Kilka pierwszych prób udało się doskonale, przy ostatniej jednak aparat zawiódł i drut w jednej chwili w oczach zebranych odciął głowę inżynierowi Gyryakowi i prowadzącemu pojazd szoferowi. Automobil pozbawiony kierownictwa pędził dalej, i po przebyciu kilometra rozbił się o przydrożne drzewa.

    [Czerwiec 1915 r. ]

     

     

    2.

    Patent na kule dum – dum.

     

    Niemieckie dzienniki podają do wiadomości, że z końcem zeszłego roku amerykański urząd patentowy dał pewnemu wynalazcy patent na kule dum – dum. (…) wynalazca, który ów patent sprzedał towarzystwu „Union Metallic Cartridge Co., Bridgeport Conn.”  Zachwala swój wynalazek w następujący sposób:

    - Mój pocisk ma wszelkie przymioty kuli płaszczowej, lecz przy uderzeniu przybiera kształt grzyba, co znaczy rozpłaszcza się. Ten rezultat osiągnąłem, robiąc na końcu płaszcza nacięcia, idące przez cały metal, ale w ten sposób, że brzegi nacięć szczelnie przylegają. Działanie tych nacięć, które można robić różnych formach, objawia się przez to, że osłabiają one płaszcz, ale metal nie spada i zakrywa dalej rdzeń kuli. Kula działa podobnie jak pocisk o miękkim nosie, gdyż płaszcz kuli otwiera się na ciele jak parasol.

     

                Podziw tylko zbiera, jak można pisać z zimną krwią takie okropne rzeczy o swoim wynalazku. Pewien major niemiecki, walczący na froncie rosyjskim takie czynił uwagi(…) o tym pomyśle amerykańskim:

    - Miałem sposobność wypróbować działanie tak samo skonstruowanych niemieckich pocisków. Podczas gdy żołnierz potrzebuje kuli, która ma przeciwnika uczynić tylko niezdolnym do boju, a nie zabić, myśliwcy chętnie używają kuli, któraby zwierza o ile możności prędko zabiła, lub ciężko zraniła, n. p. przy polowaniach na dzikie zwierzęta. Otóż pocisk, o którym mówię nadaje się zupełnie do tych celów myśliwskich. Mimo to w Niemczech wcale się ich nie używa, ponieważ jest za okrutny (…). Podczas gdy wlot postrzału (Einschuss) odpowiadał kalibrowi kuli, wylot ( Ausschuss) miał szerokość większą niż szerokość dłoni. Spustoszenia jakie sprawia kula, są wywołane przez to, że nacięty kapiszon kuli przy uderzeniu pęka, rozszerza się w formie talerza i swojemi ostremi zębami rozdziera i rozszarpuje wszystkie cząstki ciała przylegające do kanału postrzałowego tak, że rana jest bardzo wielka. Kapiszon sam w większości wypadków nie pozostaje na główce ołowianej jakby to wynikało z rysunku dołączonego do patronu, lecz dostawszy się do rany odrywa się od ołowiu i sam żłobi sobie osobną, niszczącą drogę. I pocisk ten, którego nawet w myślistwie zastosować nie chciano, teraz miałby użyty być przeciw ludziom!

    [13 czerwca 1915 roku].

    [ Co warte zaznaczenia, w pamiętnikach żołnierzy z walk w czasie Bitwy pod Gorlicami, z 2 maja 1915 r., znajdują się zapiski potwierdzające używanie już wtedy przez Rosjan pocisków dum-dum. Zostały one znalezione min. w karabinach, „jeszcze gorących”, z których strzelali rosyjscy sanitariusze…]

     

     

    3.

    Tort ze słomy.

     

    Na wieczorku lekarzy wojskowych w Berlinie [w maju 1915 r.] podawano torty pieczone z mąki wyrabianej ze słomy metodą chemika prof. dr. Friedenthala.

    Mąka ta jest zmielona z owsianej słomy. Sprawozdawcy (…) bardzo sobie chwalą to pieczywo twierdząc, że jest smaczne strawne i pożywne. Twierdzenie swe opierają na przykładzie dr. Friedenthala, który jest zdania, że żółądek potrzebuje do trawienia pewnego niestrawnego balastu i że na czas dłuższy człowiek albo zwierzę spożywając żywność tylko pożywną, nie mogą utrzymać się przy zdrowiu. Jako dowód dr. Friedenthal przytacza komiśniak, który także zawiera wiele niestrawnych części.

     

     

    4.

    Z powodu zatopienia „Luzytanii”.

     

    Kopenhaga, 10 maja 1915.

    (…) z Londynu: Waszyngtoński urząd spraw zagranicznych zażądał od rządu berlińskiego sprawozdania o storpedowaniu ”Luzytanii” i domaga się, aby to sprawozdanie polegało na doniesieniu kierownika łodzi podwodnej. Minister wojny Garrison przerwał swą podróż inspekcyjną do morza Teneskiego.

    Rozruchy przeciwniemieckie.

     

    Londyn, 10 maja.

    Tłum podniecony zatopieniem „Luzytanii” spustoszył kilkanaście sklepów niemieckich. Aresztowano 20 osób. Tłum starał się odbić aresztowanych, tak iż policya była zmuszona użyć kijów.

    Luzytania miała armaty bez nabojów.

     

    Londyn, 10 maja

    Artykuł wstępny dzisiejszej „Morning Post” przyznaje, że „Luzytania” była uzbrojona armatami. Armatom tym jednak brakowało amunicyi, ponieważ okręt w przeciwnym razie byłby został internowany, na podstawie przepisów obowiązujących w Ameryce.

     

     

    5.

    Jarzyny wojenne.

     

    Zarząd królewskiego ogrodu botanicznego w Berlinie podaje (…) wiadomość o szeregu roślin dzikich, które ewentualnie można by spożywać jako jarzyny.

    I tak młode latorośle chmielu i pokrzywy zastępują wybornie szpinak; dadzą się także przyrządzić jak szparagi. Potrawę wcale podobną do szpinaku można otrzymać również z mokrzycy, szczawiu oraz liści mączyńca i łobody, o ile nie wyda cokolwiek przykrej woni mleczka śledziowego. Jako jarzyny do zup nadają się znakomicie bobrek, żeniszek i żywokost.

    Obok kapusty zwykłej istnieje kapusta polna o zbliżonym smaku i równie pożywna.  Sałaty można przyrządzać z rzeżuchy, dmuchawca, brodawnika mlecznego, przetacznicy, omylnika skalnego i kaszyńca. Prócz znanych jarzyn okopowych powinno się także wprowadzać do jadłospisu przyjemne w smaku potrawy z uszycy, wiesiołka, żołędzi, jeleniego oka i kwiatów doniczkowych. Niesłusznie też poszedł w (…) zapomnienie pasternak. Z wysuszonych liści jeżynowych da się przyrządzić aromatyczną herbatę. Trzeba dodać, że niektóre z wymienionych roślin znane są w gastronomii francuskiej i szwajcarskiej, większość zaś stanowi podstawę kuchni jarskiej.

    [ Czerwiec, 1915 r.]

     

     

    6.

    Ofiara poświęcenia.

     

    W czasie wojny niosą śmierć nie tylko kule i pociski nieprzyjacielskie. Równie groźnym wrogiem są zarazy epidemiczne, które idą w ślad za wojną. Jest to wróg o tyle niebezpieczniejszy, że niewidzialny i wciskający się wszędzie, pomimo największych ostrożności. Walka z nim jest też niezmiernie trudna i wymagająca wielu ofiar. Już w czasie obecnej wojny można wyliczyć cały szereg lekarzy i pielęgniarek, którzy w walce z tym groźnym wrogiem zarazy położyli swoje życie w ofierze. Padli jak żołnierze na niebezpiecznej placówce - sami niosąc tylko ulgę cierpiącym(…).

    Z inicjatywy i staraniem księdza biskupa krakowskiego utworzono ruchome kolumny sanitarne do walki z epidemicznemi chorobami, szerzącymi się wśród wyniszczonej wojną ludności galicyjskiej.

     

     

    7.

    Bucefał z chlewika.

     

    Żyjemy w czasach pary, elektryczności i aeroplanów, które są dotychczas ostatnim wyrazem komunikacyi i najdoskonalszym środkiem do… „skręcania karków”. Nie każdy jednak może latać po powietrzu choćby z tej prostej przyczyny, że nie każdy posiada aeroplan, który pomimo tak znacznych sukcesów, nie wyrugował jeszcze dawnych, nawet najprymitywniejszych środków lokomocyi. Nie mówiąc już o kolejach i automobilach, wciąż jeszcze wysługują się ludziom konie, wielbłądy, muły, osły i inne mniej lub więcej ruchliwe, mniej lub więcej sympatyczne czworonogi. Grają tu zresztą rolę nie tylko względy praktyczne, ale umiłowanie dawnych przyzwyczajeń. Jazda konna pozostanie z pewnością jeszcze długo ulubionym sportem, w którym drzemie dawny animusz rycerski. W tym wypadku nie zastąpi konia nawet pegaz skrzydlaty w postaci aeroplanu – za to może go zastąpić nawet zwykła, najordynarniejsza świnia – jak to właśnie przekonywa zamieszczona w dzisiejszym numerze informacya. Widzimy tam sportsmena angielskiego, odbywającego „konną” wycieczkę na swym bucefale… z chlewa.

    Trzeba jednak zaznaczyć, że ten sport jazdy świńskiej jest także najnowszym „wynalazkiem” i powstał w XX wieku niewątpliwie jako reakcya przeciw zbyt górnym zapędom lotniczym...  Aeroplan i jazda na świni – te dwie ostatnie zdobycze w dziedzinie lokomocyi – uzupełniają się wzajemnie. Gdy jedni zaczynają bujać w obłokach w dosłownem znaczeniu tego słowa, inni zbliżają się tem bardziej do ziemi i wraz ze swymi wierzchowcami z chlewa mogą używać rozkoszy świńskich w błocie, także w dosłownem znaczeniu tego słowa. W ten sposób na świecie zostanie utrzymana równowaga.

                 W każdym razie ten nowy sport nie wróży koniom nic dobrego. Dziś zaczynają robić konkurencyę nie tylko automobile, aeroplany i t. p. zdobycze ducha ludzkiego, ale nawet tak pogardzane dotychczas istoty, jak gróboskórne, niechlujne, a za to porosłe w sadło świnie... Taka zaś konkurencya jest zawsze najzdradliwsza.

    [Lipiec, 1915r.]

     

     

    8.

    Odznaczenie.

    P. Latinik Franciszek, pułkownik cieszyńskiego 100 p. p., otrzymał w uznaniu osobistej i skutecznej waleczności w obliczu nieprzyjaciela kawalerski krzyż orderu Leopalda z dekoracyą wojenną. Wysokie to odznaczenie naszego rodaka jest już trzeciem z kolei podczas tej wojny, bo oprócz orderu żelaznej korony trzeciej klasy otrzymał także żelazny krzyż pruski.

    Lipiec, 1915 r.

     

     

    9.

    Jak należy witać rannego żołnierza.

    Paryżanki (…) roztrząsają teraz sprawę, jak mają się zachowywać na ulicy wobec rannych żołnierzy, zwłaszcza w jaki sposób mają im okazać swój szacunek. Czy panie mają rannego wojownika witać ukłonem, czy tylko spojrzeć na niego po przyjacielsku? Zgodzono się wreszcie na to, że panie mają w takich wypadkach kłaść prawą rękę na sercu, a równocześnie po wojskowemu patrzeć prosto w oczy rannemu żołnierzowi. Widać, że w Paryżu nawet podczas wojny panuje wszechwładna poza.

     

     

    10.

    Ozdoby wojenne Paryżanki.

    Główną ozdobą Paryżanki jest teraz(…) popularne działo >75-milimetrowe< - oczywiście w miniatutrze. Nosi się taką armatkę z niklu, stali, a nawet srebra lub złota w formie szpilki, sprzączki, breloczka, branzoletki, broszki lub kolczyków. Paryżanki stroją się z ochotą w ten symbol >siedemdziesiątki piątki< nie rozmyślając przy tem wiele o okropnościach, które rozsiewa wielka siostra tego drobiazgu. Oprócz tego strój Paryżnaki obfituje w chorągiewki, wstęgi i rozety o barwach państw sprzymierzonych, a do repertoaru ozdób należą także miniatury różnych maszyn wojennych, bagnetów, granatów, lub torped. Modną jest zwłaszcza tajemnicza ozdoba, zwana >kluczem zwycięstwa< , mająca formę pierścienia, który się nosi na palcu jako talizman. Ulubione są także ozdoby pochodzące z autentycznych pamiątek wojennych.

     

     

    11.

    Handel i przemysł wojenny [rosyjski].

    Brak obrabiarek, materyałów surowych i instrumentów tak się daje odczuwać, że nawet te nieliczne przedsiębiorstwa moskiewskie, które są w stanie produkować amunicyę, nie mogą wykorzystać całej swej wydajności. Otrzymanie zaś amunicyi z Japonii i Anglii jest bardzo utrudnione, gdyż są tylko dwie drogi, nader oddalone od terenu wojny, a mianowicie: Archangielsk i Władywostok.  Tak w jednym jak i w drugim porcie jest taka moc nagromadzonych towarów, że przy tych środkach przewozowych, jakimi rozporządza Rosya, trudno będzie wywieźć je w ciągu roku.

    Po klęsce karpackiej, przemysłowcy zaczęli się na gwałt organizować w celu niesienia pomocy armii. Wskutek jednak braku środków technicznych, nie wiele uda się zdziałać.

    Ogólny stan ekonomiczny Rosyi dużo pozostawia do życzenia. Zeszłoroczne urodzaje nie tylko, że nie udało się zrealizować przez wywóz go zagranicę, lecz też z powodu zajęcia dróg komunikacyi dla potrzeb wojska, nie zdołano zaopatrzyć najbardziej zaludnionych centrów w materyały spożywcze i opałowe, co wywoła znaczne podniesienie się cen, z racyi czego ludność poczyna coraz bardziej szemrać, głównie winiąc nieudolność administracyi rządowej, która nie tylko nie umiała zorganizować dostaw, lecz będąc przekupiona przez duże przedsiębiorstwa, działa na ich korzyść. – W ogóle straszny jest brak ludzi, którym rzeczywiście chodziłoby o interesy Rosyi; za to takich, którzy patrzą na obecną wojnę, jako na środek wzbogacenia się, za jakąkolwiek cenę jest bardzo dużo. – Naród i armia widzi to i czuje. Duch ich coraz bardziej słabnie, a nienawiść do rządu wzrasta. Wielką powagą u narodu rosyjskiego cieszy się jedynie Mikołaj Mikołajewicz i w nim jedynym pokłada lud rosyjski całą swą nadzieję.

    Lipiec, 1915 r.

     

     

     

     

     

    Copyright Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915”