sh@gorlice1915.com.pl

tel. 505 959 828

Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915” K.K. 32 LIR

Od XI 1914 do V 1915

 

1.

 

Dzieje oblężenia „Twierdzy gorlickiej”.

w 20-lecie przełomu pod Gorlicami dnia 2 maja 1915 r.

 

29 kwietnia 1935, R. Reinluss (Gorlice).

 

PIERWSZA  INWAZJA  ROSYJSKA.

   Na niewielkiem wzniesieniu, otoczone wiankiem szmaragdowych wzgórz, rozsiadło się małe podkarpackie miasteczko Gorlice, któremu dopiero słynny chrzest krwi i ołowiu w 1914 i 1915 przyniósł sławę.

Dwadzieścia lat temu dzienniki wszystkich kontynentów wypełniały swe szpalty opisami Przełomu pod Gorlicami i reprodukowały fotografje zniszczonego miasta.

Zasłużony to był rozgłos. W ciągu kilku miesięcy oblężenia, dzielnice całe zmieniały się w sterty zwalonego gruzu, a ludność przeszła istne piekło udręczeń, jakie w podarunku przynosi ze sobą wojna.

Po przemijających powiedzeniach w pierwszych dniach wojny z Rosją, szczęście opuściło Austrjaków na czas dłuższy. Cofali się ustawicznie, napierani od wschodu przez przeważające siły rosyjskie.

Z końcem września linia bojowa zbliżyła się już do Jasła. W Gorlicach słychać było strzały armatnie, trwożliwsi, w obawie przed Moskalami uciekają z miasta, a zdekompletowana rada miejska wybiera na tymczasowego burmistrza ogólnie poważanego ks. Bronisława Świeykowskiego.

Mija blisko półtora miesiąca, sytuacja na froncie waha się na korzyść jednych i drugich. Dopiero 13 listopada władze i wojsko austrjackie opuściły definitywnie miasto, a w dwa dni później, z zachowaniem wszelkich ostrożności, pojawił się pierwszy patrol rosyjski.

W ślad za nim przybyły zdziczałe pułki Kozaków i Czerkiesów, które z miejsca rozpoczęły rabunek sklepów i mieszkań prywatnych.

 

 

BITWA POD LIMANOWĄ.

  Pominąwszy wypadki rabunków i gwałtów, pierwsza inwazya rosyjska minęła dosyć spokojnie. Front przesunął się daleko na zachód pod Tymbark i Kraków tak, że Gorlice nie zaznały prawie zupełnie grozy wojennej. Pobyt Moskali w Gorlicach nie trwał długo.

   Sztab austrjacki, chcąc położyć kres rosyjskiemu zalewowi, zdecydował się na słynną grudniową ofensywę. Pomimo kilkunastostopniowych mrozów, pomimo zasp i śnieżnych zawiei, ofensywa udała się. Rosjanie pobici w morderczej bitwie pod Limanową i Tymbarkiem 14 grudnia 1914 musieli cofnąć się aż do Jasła.

Gorlice, po dwudniowych walkach w okolicy Sękowej, Siar, Męciny, Rychwałdu przechodzą spowrotem dnia 12 grudnia w ręce austrjackie.

 

 

 

DRUGA  INWAZYA  MOSKALI.

  Austryjacy skutkiem ciężkich warunków, w jakich odbywała się ofensywa grudniowa, nie mogli wykorzystać należycie swych sukcesów, pozwolili okopać się Rosyanom na wzgórzach koło Jasła, gdzie zasileni znaczniejszemi posiłkami, z całym impetem przystąpili do kontrofensywy.

Zaledwie dwa tygodnie wypoczęły Gorlice po rosyjskiej wizycie, gdy 27 grudnia Austryjacy po raz drugi oddali miasto wrogom. Po tej chwilowej „peredyszce” nastąpiły właściwe „dni grozy w Gorlicach”, jak je w swym słynnym pamiętniku nazwał burmistrz Świeykowski.

Druga inwazja rosyjska była bez porównania cięższą niż pierwsza. Austryjacy po wycofaniu, okopali się w odległości pół kilometra od miasta a linja pozycji rosyjskich przebiegała w niektórych miejscach pomiędzy domami.

 

 

 

MIASTO POD GRADEM POCISKÓW.

   Miasto leżące tak blisko frontu, stało się kluczem rosyjskiej obrony, gdzie pod osłoną murów, koncentrowali Moskale swe siły. Austryjacy wiedząc o tem, zasypują miasto istną ulewą pocisków. Kule armatnie, bomby lotnicze burzą dom po domu, wzniecają pożary, żłobią w ziemi głębokie leje. Rozbity zostaje prze austryjaków świeżo wykończony kościół parafjalny, gimnazyum i wiele innych budynków.

   Ludność cywilna, w liczbie około 2000 kryje się stłoczona, po piwnicach, mimo to ofiar w ludziach jest wiele, czasem huraganowy ogień armatni odcina połączenie z cmentarzem, wtedy trupy zabitych i rannych po kilka dni czekają na pogrzebanie. Cmentarz stał się głównym bastjonem twierdzy rosyjskiej; w jego murach wybito okrągłe strzelnice, z których rosyjskie karabiny zaciekłe odgryzają się „Austrijcom”. Ten punkt najczęściej atakują Austryjacy z okopów na Magdalenie. Zdobyć cmentarz to znaczy zdobyć miasto.

   Ale Rosyanie trzymają się krzepko. Cmentarz zryty pociskami armatniemi, kaplica, krzyż powstańców i grobowce w gruzach. Obok świeżych trupów rosyjskich leżą wyrzucone siłą wybuchu zwłoki ludzi pogrzebanych przed laty.

   Oblężenie przedłuża się w nieskończoność. Resztki ukrytych przed rabunkiem zapasów wyczerpały się, ludność zaczyna głodować. Burmistrz organizuje dostawę prowiantów z Jasła, niezależnie od tego przychodzą z pomocą władze wojskowe. Przed gmachem magistratu zbiera się co rano tłum nędzarzy, między których rozdaje się chleb. Czasem zrywa się nagle kanonada, między zebranych padają szrapnele, ludzie rozbiegają się w panice na wszystkie strony, a na opustoszałym rynku pozostają trupy. Zgnębiona ludność doprowadza do rozpaczy prowokatorski system władz rosyjskich, które na każdym kroku doszukują się szpiegostwa, sabotażu i t. p.

Nadeszła wiosna. W czasie zawieszenia broni z okazji świąt Wielkanocnych widać z niektórych domów, jak przedstawiciele obu wrogich armij, dzielą się jajkiem i składają życzenia. W parę godzin później sielanka kończy się, mordercze walki wrą na nowo.

 

 

ATAK AUSTRYJACKO-NIEMIECKI NA MIASTO.

   Pierwszego maja, w przeddzień decydującej bitwy pod Gorlicami, Rosjanie mieli już „przeczucie”, że święci się coś niedobrego. Utwierdził ich w tem przekonaniu wzmożony ogień działowy, który zwykle poprzedzał atak i wieczorne światła reflektorów, myszkujących uparcie w obrębie miasta.

W nocy odgłosy silnej kanonady dochodzą od strony Kobylanki, Dominikowic, Bystrej, Łużnej i Stróżówki. Setki paszcz armatnich grają na całym odcinku. Ciężkie pociski uderzają w różnych punktach miasta, walą resztki murów i wzniecają pożary.

   Około 4 godziny rano działa umilkły na chwilę, by po godzinie rozpocząć tem piekielniejszą kanonadę.

W rynku prócz magistratu i dwu kamienic, wszystkie domy stanęły w płonieniach. Kłęby gryzącego dymu wtłaczały się do piwnic i zmuszały na pół uduszoną ludność do ucieczki. W magistracie, który również co chwila zaczynał się palić, szukają schronienia dziesiątki rodzin. Tymczasem dookoła miasta wre już bój wręcz. Sprzymierzone wojska austryacko-niemieckie starają się dwoma klinami przebić przez pozycje rosyjskie i otoczyć z dwu stron ufortyfikowane miasto. Plan ten udał się w całości. Jeden z klinów przerwał front rosyjski koło wsi Stróżówki i wziął szturmem wzgórze na północ od miasta, na którem jest obecnie sławny cmentarz wojskowy. Równocześnie udało się pułkom tyrolskim przebić koło Sękowej, odebrać Rosjanom niezwykle silne pozycje we wsi Sokół i wzgórzami wzdłuż prawego brzegu Sękówki przedostać się w okolice parku gorlickiego.

   Rosjanie nie spostrzegli na czas, jak bardzo niebezpieczną jest sytuacja, i podczas gdy wojska sprzymierzone zamykały już miasto żelaznym pierścieniem, na Zawodziu w okolicy cmentarza wrzała jeszcze zacięta walka.

Armaty rosyjskie już dawno uciekały w kierunku Jasła, gdy rosyjskie karabiny maszynowe rechotały jeszcze w mieście. Bawarczycy z nożami w zębach zdobywali dom po domu.

Wreszcie Rosyanie widząc, że nie dadzą rady, rzucili się w panice do ucieczki. Jedyną bowiem deską ratunku było szybkie przeprawienie się przez Ropę i połączenie z siłami rosyjskimi koło wsi Sokołu.

W czasie przeprawy przyjął Moskali gesty ogień karabinowy austryackiej piechoty, która już wcześniej oskrzydliła miasto z tej strony.

   Dnia 2 maja, około godziny 3 ½ popołudniu twierdza gorlicka została zdobyta, a wśród niesłychanego entuzjazmu wjeżdża pierwszy patrol bawarski.

 

2.

 

Bitwa Gorlicka

2.V.1915.

 

   Dnia 5 maja 1915 r. ogłoszono biuletyn sztabu austro-węgierskiego treści następującej:

„Skutek zwycięstwa zaczyna być widoczny. Front rosyjski w Beskidach stał się niemożliwym do utrzymania. Ponieważ zwycięskie sprzymierzone siły wśród ciągle zwycięskich walk posuwają się dalej z zachodu, na Jasło – Żmigród, nieprzyjaciel w odcinku zachodniego frontu karpackiego od dziś rana jest w pełnym odwrocie z Węgier, ścigany przez wojska nasze i niemieckie. A zatem Rosyanie zostali pobici na froncie długości około 150 km. I wśród najcięższych strat zmuszeni są do odwrotu(…)”.

 

   Suchy biuletyn urzędowy nie wspomina nic o całej zgrozie walk, jaka przeszła w Gorlicach(…).

Miasto Gorlice w grudniu 1914 do 1 maja 1915 r. znajdowało się w rękach rosyjskich.

Niespełna 2 km tuż pod miastem, w Ropicy Polskiej stały wojska austryjackie. Główny sztab armii austro-węgierskiej pragnąc wszelkimi siłami zdobyć utracone pozycye, postanowił opracować plan ataku. Opracowaniem tegoż zajął się osobiście szef sztabu austryjackiego generał Conrad von Hötzendorf. Na jego wniosek postanowiono przesunąć niemieckiego  generała Mackensena na front zachodnio-galicyjski. Zgodnie z tym postanowieniem, nastąpiło przegrupowanie i przesunięcie wojsk pod Gorlice. Dnia 30 kwietnia 1915 r. wojska niemieckie z austro-węgierskimi stanęły pod dowództwem gen. Mackensena pod miastem.

Na front przybył cały sztab w osobach arcyksięcia Fryderyka, Karola Franciszka Józefa, bar. Conrada von Hötzendorfa i innych. Po zwiedzeniu frontu i odbyciu wspólnej konferencji postanowiono uderzyć na przyszły dzień w linje nieprzyjacielskie.

Główne zadanie powierzono artylerii, która posiadała 350 armat skierowanych na miasto. Nad ranem, 1 maja 1915 r rozpoczął się pierwszy atak na południowym odcinku wsi Sękowa pod Gorlicami.

Pierwszy strzał armatni głuchym echem odbił się o mury miasta. W niedługą chwilę dał się słyszeć nad miastem w górze świst głuchy, zakończony jakimś ohydnem mlaśnięciem.

Za chwil parę odezwały się armaty wzdłuż całego długiego odcinka - linji tyralierskiej, hen aż pod Łużnę.

Raz rozpoczęła kanonada - ani na chwilę nie umilkła, lecz huczała nieprzerwanie.

Powietrze zapełniło się nad miastem dzikiemi chichotami, przerażającymi westchnieniami.

Furczały nieprzerwanie syczące granaty, które leciały ze złowrogim szumem, któremu towarzyszyły syczące szrapnele i miarowy stuk karabinów maszynowych i kul karabinowych i kul armatnich.

Wszystko to razem tworzyło jakiś tak straszny chaos, że dech zatrzymywało budząc trwogę. Równocześnie niemal jedno wielkie morze płomieni i dymu unosić się zaczęło nad miastem.

A armaty huczały potężnym głosem, ani na sekundę nie milknąc. Mimo jasnego dnia - ciemność okrutna, złowroga otoczyła ze wszech stron miasto. Przebijające się promienie słoneczne poprzez chmury dymów przybierały jakieś mistyczne kształty. Dymy połączone z promieniami słońca - i mgłą utkane - wyglądały niby jakieś złudzenia pustynne.

Niewiadomo skąd silny wiatr jaki powstał nad miastem rozpoczął ciskać iskry i płomienie na wszystkie strony. Płomienie przerzucały się z domu na dom, niszcząc wszystko po drodze.

Równocześnie w całym mieście słyszeć się dało poprzez stuk dział, jakieś straszne jęki, lament i płacze, które wydobywały się skądś, spod ziemi i łączył się ze świstem kul.

 

 

  3.                                   

 

W rocznicę wielkiej bitwy.

 

Bitwa Gorlicka.

 

(Z zapisków naocznego świadka.

 

Za zezwoleniem wojennej kwatery prasowej).

 

I. 

 

  W działalności artyleryi i nadzwyczaj kunsztownie obmyślanym i precyzyjnie wykonanym planie leżała tajemnica słynnego w światowej wojnie przełamania frontu pod Gorlicami.

 

Rok mija od wielkie bitwy, od przełamania frontu rosyjskiego pod Gorlicami; od bitwy, która dała początek całemu szeregowi świetnych zwycięstw i od razu zmieniła kartę historyi tej wojny. Wskutek druzgocącego uderzenia pod Gorlicami, pękła obręcz silnych pozycyj rosyjskich i nie mogła się już na nowo skleić ani nad Sanem, gdzie Moskale mieli dobre oparcie na Przemyślu, ani nad Bugiem i na szeregu twierdz.

 

Przełamanie frontu rosyjskiego nastąpiło na całej szerokości Galicyi zachodniej, - głównie jednak, istotne znaczenie miało uderzenie pod Gorlicami. Że ten właśnie odcinek linii bojowej, a nie inny, obrano za punkt wyjścia do rozbicia rosyjskiego frontu – o tem zadecydowały warunki terenu, który w tem miejscu korzystnie dla ofensywy wojsk sprzymierzonych był ukształtowany.

 

Od południa ku północnemu zachodowi biegnie jednolite prawie pasmo górskie, ciągnące się wzgórzami aż do Białej, dopływowi Dunajca. Te góry tworzyły doskonałą zaporę przed wdarciem się wroga do kotliny nowosądeckiej, i dlatego były dla zimowej czteromiesięcznej defensywy austriackiej doskonałą podstawą. Ale i dla ofensywy było tu najdogodniejsze miejsce, bo właśnie od Gorlic zaczynała się kotlina zwana ”zapadłością jasielsko-sanocką”, Kotlina dość szeroka o łagodnym pagórkowatym terenie i stosunkowo dobrych drogach. Tutaj najlepiej można było forsować ofenzywe, pomijając już to, że front rosyjski właśnie w tym miejscu miał silne załamanie: od Karpat skręcał się ku północnemu zachodowi. Złamanie frontu rosyjskiego w zachodniej Galicyi zmuszało Moskali do automatycznego zwijania frontu w Karpatach.

 

Wykonanie precyzyjnie opracowanego planu wymagało długich przygotowań, o czem Moskale prawie do ostatniej chwili nic nie wiedzieli, a co dziwniejsza sami naówczas przygotowywali się do forsowania pozycyj austriackich. Właśnie rosyjskie kwietniowe biuletyny, usprawiedliwiając bezczynność swej armii, głosiły że roztopy wiosenne przeszkadzają w akcyi w Karpatach i że po osuszeniu dróg postąpi ona naprzód. Zamiarem Moskali było przedrzeć się na Węgry; przełęcz Dukielska miała być główną bramą wypadową. W tem właśnie przeszkadzała mi prawa flanka; klinowato wbite pozycyje austriackie pod Gorlicami należało, dla zabezpieczenia uderzenia na Węgry, odrzucić jak najdalej na zachód. Przygotowania do tej akcyi odbywały się bardzo wolno. Gdy jednak w ostatnich dniach kwietnia zauważyli, co się święci po stronie przeciwnej, wszelkie ich wysiłki skierowały się już tylko do obrony. Za krótki jednak mieli na to czas. Udało im się wprawdzie wzmocnić front dwukrotnie i ściągnąć do rezerwy dwie dywizye, które czekając pod Bieczem, miały łatać ewentualne luki, jednak na wszelki wypadek gotowali się do możliwego odwrotu, niszcząc tor kolejowy, prowadzący do Jasła. Wtedy to, 1 maja, wydali rozkaz wywiezienia wszystkich młodych mężczyzn z miasta.

    Po stronie austryackiej tymczasem przygotowania dochodziły do punktu kulminacyjnego. Czteromilowy odcinek pod Gorlicami obsadzono najdoborowszemi wojskami sprzymierzonych. Tę część frontu zajął korpus gwardyjski Mackensena, złożony z pułków bawarskich, wśród których wielu było Poznańczyków i Ślązaków(…).

    Artylerya, której wyznaczono główną rolę, rozpoczęła przez dwa dni przed bitwą wstrzeliwanie się w pozycye rosyjskie.

 

Nastała wreszcie pamiętna noc z 1 na 2 maja 1915 roku.

 

O północy zaczęła się kanonada z ciężkich dział, która o świcie zamieniła się w istne piekło. Niebywale intenzywna kanonada wstrząsnęła ziemią, nieustanny ryk armat grzmiał i huczał w powietrzu. Od razu całe miasto ogarnął pożar, podsycany wściekłym wichrem, który powstał wskutek kanonady i pożaru miasta. W rozrzedzone tysięcznymi eksplozjami i pożarem warstwy powietrza napływały nowe, zimniejsze z gór. Wicher przewalał się gęstemi tłumanami gryzącego dymu przez wszystkie ulice, docierając szczelinami do wszelkich ubikacji i piwnic, dusząc ludzi.

 

   Kanonada tymczasem wzmagała się coraz bardziej. O godz. 10 rano doszła do najważniejszego napięcia. Wszelkie kalibry armat podniosły piekielny chorał; jedno dudnienie, jeden nieustanny ryk rozdzierał powietrze. Tylko najcięższe moździerze (30’5 ctm.) dało się odróżnić w tej muzyce.

 

Moskale nie wytrzymali, wydzierali z okopów i jak opętańcy uciekali. Główną ulicą, przez jakie 3 godziny w największej panice w zwierzęcym przestrachu i oszołomieniu waliła nieprzerwana masa uciekającego żołdactwa. Jak przewalające się fale wezbranej rzeki kłębiły się te szare masy żołnierzy, pochylonych w jednym kierunku, pędzący na oślep, naprzód i naprzód, byle jak najprędzej uciec z tego piekła dymu, huku, ognia i śmierci. Ale nieubłagany granat wali w te masy, druzgocze i wywraca; kto nie ubity, to oszołomiony, ogłuszony, przerażony tak, że nieprzytomny kręci się w kółko, nie wiedząc, dokąd uciekać potyka się i wywraca, a nowa fala uciekających uderza o niego, sama rozbija się i pada na ziemię. Przy ten wszystkiem gęsty gryzący dym czynił niemożliwą oryentacyę dla oficerów, którzy na próżno usiłowali te paniczną ucieczkę zamienić w odwrót z pewnym porządkiem. Taką próbą obrony było kopanie rowów w ostatniej chwili w ogrodzie dworskim, to jest w samym prawie środku miasta i ustawienie karabinu maszynowego na głównej ulicy Gorlic dla przyjęcia ogniem atakujących Niemców. Było to jednak zbytecznym, bo już cała okolica koło miasta została oczyszczona z Moskali, których część pozostała w mieście, nie wiedząc że są otoczeni. Wojska atakujące po zdobyciu wzgórz najważniejszych, odepchnęły jednym zamachem Moskali już na 3 kilometry poza miasto. Do samego miasta weszły później, o godz. pół do 3 po południu, chociaż Zawodzie zdobyto już o godz. 12 w południe.

 

   W czem leżała tajemnica tego słynnego w światowej wojnie przełamania frontu? W działalności artyleryi i nadzwyczaj kunsztownie obmyślanym i precyzyjnie wykonanym planie. Kanonada, szczególnie ciężkich dział, jeśli nie wielkie stosunkowo straty w zabitych i rannych uczyniła, to swoim nadzwyczaj przerażającym i ogłuszającym rykiem poraziła wszystkim nerwy i mózgi. Wytrzymać ten straszliwy huk, przetrwać przytomnie przez kilka godzin muzykę armatnią było prawie niepodobieństwem dla zwyczajnego śmiertelnika. O ile celny granat ubił tylko kilku w rowie, to swym przeraźliwym hukiem sąsiadów tak ogłuszył i oszołomił, że co najwyżej byli zdolni tylko do ucieczki. Kanonada trwała całemi godzinami i przytem była nadzwyczaj gęstą. Niepodobieństwem było nie dać się opanować uczuciu strachu, strachu przed przeraźliwym rykiem, przed wściekłą nawałnicą ognia i żelaza, która tuż tuż nad głową wisi i lada sekundy spadnie. Było to uczucie człowieka, nad którego głową wisi topór kata - tylko, że nie trwało to sekundę, ani minutę, ale całemi godzinami. Napięcie nerwów dochodziło do ostatnich granic, przetrwać ten stan dłużej było niepodobieństwem.

 

 

   Były przedtem, przez całą zimę, większe kanonady i ostrzeliwania rosyjskich pozycyi cięższemi działami, przecież nigdy nie zdarzył się coś podobnego. Gdy np. ostrzeliwano rowy rosyjskie na wzgórzu Stróżówki, to Moskale uciekali ze szańców, chroniąc się za górą, gdzie przeczekali strzelaninę, aby zaraz powrócić do rowów. Kanonada nigdy nie wywołała takiej depresji, aby jej nie można było przetrwać; wykluczone to jednak było podczas bitwy majowej. Walk na bagnety 2 maja, przynajmniej pod samemi Gorlicami, prawie nie było. Okopy rosyjskie przed przyjściem szturmującej piechoty były próżne, wszystko z nich uciekło.

 

 

 

     II.                       Zadziwiająca ekonomia materyału ludzkiego.

 

   Część Moskali ukryła się w mieście, by pójść do niewoli; byli to najprzytomniejsi, którzy nie dali się porwać panicznej ucieczce. Co padło Niemców w tej bitwie, to przeważnie tylko od karabinów maszynowych. Trzeba przyznać „maszyngewerzystom” rosyjskim, że spisali się dzielnie w bitwie, wytrwali do samego końca na swych stanowiskach, zginęli albo poszli do niewoli wszyscy, wszystkie „pulemioty” zostawili. Jednak zadanie swoje wypełnili. Artylerya rosyjska, mocno zagrożona, zaraz z początku uciekła, nie biorąc prawie udziału w bitwie.

 

   Drugim głównym, czynnikiem, który przyczynił się do zwycięstwa, był znakomity plan całej bitwy, opracowany skrupulatnie do najdrobniejszych szczegółów i z nadzwyczajną dokładnością wykonany. Przebija się w tym planie zadziwiająca ekonomia materiału ludzkiego, którym bardzo umiejętnie rozporządzano: gdzie zachodziła potrzeba, tam rzucano większe siły, nie zważając na straty, jeśli tylko efekt wydawał spodziewane korzyści. Najważniejszem, przynajmniej w centrum przedarcia, t. j. pod samemi Gorlicami, było zajęcie góry „stróżowskiej” wznoszącej się tuż nad miastem(dziś tam znajduje się cmentarz wojskowy); w łączności z tamtem zdobycie góry „sokolskiej”, a raczej prawego brzegu Sokówki, zdecydowało o przedarciu rosyjskiego frontu. Przez zdobycie pierwszej góry posunęli się zwycięscy ku Maryampolowi, odcinając Moskalom główną drogę odwrotu. Uciekający, mając zajęty gościniec, rzucili się na przełaj przez rzekę i bardzo stromy brzeg w „Parku sokolskim”. Tymczasem tam, gdzie się tego najmniej spodziewano, gdyż z przeciwnej strony ich pozycyi, Niemcy przy odgłosie trąbki uderzają z najeżonymi bagnetami na wychodzących z wody Moskali, którzy bez wahania poszli w niewolę.

 

   W jaki sposób mogli się tam znaleźć Niemcy? – na tyłach drugich, a właściwie głównych, szczególnie do obrony zbudowanych linii szańców umieszczonych na bardzo wysokim i stromym, skalistym brzegu rzeki? Te szańce rosyjskie były szturmem czołowym piechoty absolutnie nie do zdobycia; - dlatego też ich w ten sposób nie zdobywano. Cały ten odcinek stromego brzegu Sokówki, aż do kościoła w Sękowej, do trzech kilometrów długości, był przez piechotę nietknięty. Dopiero w Sękowej, gdzie brzeg rzek staje się łagodniejszym, przeforsowano atak. Tam też Tyrolczycy jeszcze kilka tygodni przed bitwą, zwycięskim szturmem na most podsunęli swoje okopy na odległość kilkudziesięciu metrów od rosyjskich pozycyj, zajmując nawet skrawek prawego brzegu Sokówki. Przedarcie rosyjskiej linii nastąpiło w Sękowej już o godz. 11 rano pod samym kościółkiem murowanym, który mimo, że leżał na samej pozycyi, nie wiele ucierpiał. Po ukończonej robocie artyleryi, piechota uderzyła tak gwałtownie, że w jednej chwili zniesiono wszelkie zapory, rozprószono Moskali, a szturmujący nie zatrzymując się pędzili naprzód, zajmując jednym zamachem od tyłu cały trzykilometrowy odcinek rosyjskich pozycyj ”nie do zdobycia”.

 

   O godzinie pół do 2 na szczycie góry „sokolskiej”, na tyłach potężnych szańców, lasem i stromym brzegiem, umocnionym, widziało się pierwsze oddziały sprzymierzonych armii. – Byli to właśnie ci, co przedarłszy się pod Sękową w dwu godzinach oczyścili z Moskali całą wieś Sokół, aby znaleźć się o godzinie 2 nad Maryampolem, gdzie właśnie dochodził do skutku atak skierowany na zdobycie wzgórza koło Stróżówki i był już zwycięsko ukończony. W ten sposób zeszły się równocześnie dwa kliny, wbite w miejscach, 5 klm. od siebie odległych, pod katem ostrym do pozycji rosyjskich nachylone, aby o oznaczonej godzinie zamknąć się w trójkąt. [W jego środku leżało miasto Gorlice]. Plan precyzyjnie obmyślany, został z największą dokładnością wykonany. Każdy najdrobniejszy odcinek był w planie wystudiowany, sposób zdobycia dokładnie obmyślany i przeprowadzony. Cały czteromilowy klin pod Gorlicami, od Gromnika aż do Małastowa, wbity w pozycje rosyjskie składał się w rzeczywistości z mnóstwa drobnych klinów, które zależnie od naturalnych właściwości terenu, od siły obronnej rosyjskich linii obrony, w różnych miejscach wbijały się we wroga, druzgocząc go w nieubłagalny sposób.

 

Po południu, o godzinie pół do 3 bitwa była skończona.

 

    Uciszyło się zupełnie. Przez miasto przemknęły patrole, dla utrzymania łączności z nieprzyjacielem, który 3 do 4 klm. głębiej na północny wschód na drugi dzień próbował wstrzymać parcie.

 

Cywilna ludność - a było jej półtora tysiąca – wyległa z nor i piwnic, aby oglądać świeże pobojowisko i zgliszcza swych domostw. (…) Jakoś dziwna radość opanowała tych nędzarzy, do zmor raczej, niż do ludzi podobnych, gdy przekonali się, że Moskale odparci, że bitwa przewaliła się, że już nie grozi śmiercią ta wiekuista strzelanina, która im bez przestanku prze 126 dni i nocy nerwy szarpała.

 

   Gdy nastały pierwsze godzin ciszy w mieście, wyroiło się wszystko, co żyło, na ulice; nie chciano wprost wierzyć rzeczywistości, że strzały już ucichły. Wprawdzie gdzieś o godzinie 6 pękło wysoko nad miastem kilka szrapneli rosyjskich, przyjętych z drwinami; było to ostatnie pożegnanie się Moskali z miastem. Zresztą panowała cisza przez cały wieczór i noc bardzo ciemną; tylko szereg domów dogorywał wśród syku ognia.

 

 

    III.

   Na Gorlicach wycisnął huragan wojny najsilniejsze piętno. Pobojowisko bitwy z 2 maja pod Gorlicami, oglądane zaraz po walce, przedstawiało iście dantejski obraz grozy zniszczenia.

 

 

   Tymczasem Niemcy nie próżnując czynili przygotowania do następnej bitwy, podwożąc lżejszą artylerię pod nowe rosyjskie pozycje. Przedarcie jeszcze nie było ukończone(…).

 

   Przewaga wojenna przewalała się na wschód coraz dalej i dalej, zostawiając za sobą ślady zniszczenia.

 

   Na Gorlicach wycisnął huragan wojny najsilniejsze piętno. Pobojowisko bitwy z 2 maja pod Gorlicami, oglądane zaraz po walce, przedstawiało iście dantejski obraz grozy zniszczenia. Trudno silić się na skreślenie obrazu, który choćby w części mógł przedstawić rzeczywistość. Taka przechadzka przez całą ulicę Stróżowską, aż do samej wsi Stróżówki, przedstawiała się jako wędrówka po piekle. Już od samego wylotu ulicy, w Rynku widzi się istne cmentarzysko pompejańskie: mury domów już dawniej popalonych, ostatnia bitwa zamieniła w stosy gruzów, tworzących teraz kupy bezładnych rumowisk i barykad, przez które trudno się przedrzeć. Nieco daje dogorywuje kilka domów. Pod jednym z nich zwłoki żołnierza rosyjskiego, nie tylko granatem roztrzaskane, ale ogniem na wpół spalone. Po obu stronach ulicy, gdzie dawniej były domy z ogrodami teraz ziemia porozrywana, mnóstwo lejów powstałych z wybuchów granatów; tu i ówdzie trupy i ranni. Od miejsca gdzie ulica przytyka do rzeczki, zaczyna się jeszcze straszniejszy obraz. Tam, gdzie pierwotnie stały drewniane domy, pozostały tylko ich ślady, lub jakieś potwornie zdruzgotane szczątki. Tuż na nieznacznym skręcie ulicy, zburzony celnym pociskiem szaniec rosyjski, olbrzymie zwały ziemi, belek, lub części mebli sterczą, jak nagie zebra, a wśród tego coś dziesięć trupów; szare, brudne płaszcze, unurzane w ziemi, sine twarze i straszliwie poprzekręcane i zniekształcone ciała. Nad drogą stoi krzyż z figurą, który ostał się z katastrofy; sterczy samotny, aby poległym mógł zrobić mogiłę; granaty go nie tknęły.

 

Idę dalej. Po drodze pełno różnej broni, gilz, czopów granatów i zegarów szrapneli. Wtem nowy obraz. Na środku prawie ulicy leży dwóch rannych żołnierzy rosyjskich i jęczy z bólu. Dalej znów przez całą ulicę duża barykada z silnemi szańcami po bokach. Pełno tu trupów. Podobny widok jeszcze jakie sto kroków, potem następuje strefa neutralna miedzy okopami obu walczących stron. Po drodze wychylają się gołe kominy spalonych drewnianych domów; na prawo, na stromym stoku „stróżowskiej” góry cmentarz żydowski, z otworami strzelniczemi w murze, z potrzaskanemi tablicami nagrobkowemi. Tak wreszcie dochodzi się do linii austryackich okopów, piętrzących się na stoku góry w coraz wyższych kondygnacyach.

 

   To opis tylko jednej, najbardziej zniszczonej ulicy. Inny widok, nie mniej straszny przedstawiały: części miasta przy cmentarzu, wraz z cmentarzem katolickim, jak części miasta ”pod młynem”, gdzie okopy rosyjskie przytykały do samych prawie domów, lub nawet w domach były wybudowane. Na piętrach i na strychach ustawiono karabiny maszynowe. Te prawie forteczne urządzenia szańców rosyjskich zniszczyła artylerya, mimo to jednak w tem miejscu najdłużej bronili się Moskale i najwięcej też zginęło szturmujących. Wśród murów gęstych uliczek mieli Moskale dobre ukrycie, mogli najskuteczniej razić atakujących. Tu więcej było śladów walki z blizka. Jakkolwiek piechota niemiecka wedle planu nie miała tego odcinka(cmentarza) brać szturmem, przecież oddział ochotników ruszył do ataku, gdzie jednak ukryty „pulemiot” wybił ich prawie do nogi – legli pokotem przed samemi zaporami z drutu. Dziś w tem miejscu mamy kilka skromnych mogił, jedna z nich z napisem”

 

„ 57 deutsche Soldaten am 2 V gefallen, am 5 V 1915 begraben”.

 

    Ten obraz pobojowiska i świeżych śladów bitwy znikł prędko. W dwa dni usunięto rannych, pogrzebano nawet trupy, zabrano się do usunięcia barykad i rumowisk z głównych ulic, któremi napływały nowe siły wojsk sprzymierzonych. Później ze względów sanitarnych zabrano się do oczyszczania miasta. Jeńcy usuwać musieli gruz z ulic, zasypano okopy rosyjskie, ziemię wyrównano, pola w dużej części zaorano. Szybko zmieniła się szata pobojowiska. – I chociaż opalone i granatami pogruchotane mury miasteczka długo jeszcze będą świadectwem wielkie bitwy, to przecież widok pobojowiska bezpośrednio po bitwie dawał tak wstrząsający grozą obraz, że żadna siła nie potrafi go zetrzeć z wyobraźni naocznych świadków.

 

 

 

 

Copyright Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915”