sh@gorlice1915.com.pl

tel. 505 959 828

Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915” K.K. 32 LIR

    Odbudowa Gorlic

     

    [Patrz także: Zniszczenia Gorlic]

     

    1.

    Ministrowie w Galicyi.

     

    Sprawa odbudowy kraju naszego, zniszczonego inwazyą rosyjską, posunięta została znacznie na przód, dzięki energii i zapobiegliwości ministra dla Galicyi Gałeckiego. Z jego inicjatywy i przy staraniu prezesa Koła Polskiego, dr. Tertila odbyła się do Galicyi wycieczka ministeryalna, której celem było przekonanie się na miejscu o stanie odbudowy kraju oraz ewentualnie przyspieszenie jej.

    Ministrowie po kolei zwiedzali miejscowości dotknięte klęskami wojny.

    Dnia 27 sierpnia b. r. [1915] przybyli ministrowie do Gorlic, gdzie na dworcu powitał ich prezes Rady powiatowej eksc.  Władysław Długosz radca namiestnictwa Tadeusz Mitschka i kierownik tamtejszej ekspozytury C. O. G. inż. Heitzmann. Z dworca udali się ministrowie wraz z namiestnikiem do Rady powiatowej, potem zwiedzono zniszczone miasto i szereg zniszczonych budynków rządowych i prywatnych. Następnie w gmachu rady powiatowej odbyło się przyjęcie deputacyi. Wreszcie samochodami, które jechały w specyalnym wozie, przyczepionym do pociągu ministrów, udano się na zwiedzanie powiatu. O godzinie pierwszej popołudniu odbyło się śniadanie u J. Eksc. Długosza w Siarach.(…). O godzinie piątej popołudniu odjechali ministrowie do Tarnowa.

    W podobny sposób zwiedzali oni wszystkie okolice kraju dotknięte klęską wojny, zyskując w ten sposób dokładny obraz potrzeb kraju.

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Opis do zdjęcia:

    Ministrowie w Galicyi: Grupa uczestników wycieczki ministeryalnej w Gorlicach 1) Radca nam. T. Mitschka, 2) ks. prałat B. Świeykowski, 3) prezydent C. O.G. Herbst, 4) eksc. Długosz, 5) kier. Ekspozytury C. O. G. inż. Heitzmann, 6) szef sekcyi w min. Grimm, 7) minister robót publicznych Homann, 8) radca ministerialny Opolski, 9) namiestnik hr. Huyn, 10) minister dla Galicyi gr. Gałecki, 11)wicesekretarz min. dr. Horak.

     

     

    2.

    Obwieszczenie !

     

    Magistrat Miasta Gorlice ogłasza, co następuje:

    1. Aby przygotować potrzebne podania dla komisji szacunkowej dla szkód z powodu wojny.

    Wzywam wszystkich mieszkańców miasta, aby wszelkie szkody poniesione w nieruchomościach i ruchomościach, a więc na polach, w domach, sklepach, mieszkaniach, sprzętach i t.d. spisano na arkuszu papieru we formie podania do Wysokiego c. k. Rządu, podano świadków, którzy stwierdzą prawdziwość szkód i te podania, których ułożenie ułatwiać będą w danym razie nasze miejskie komisje szacunkowe, dziś właśnie wyznaczone mają być najdalej do 13 b.m. złożone w Magistracie. W dniu 14 b.m. bowiem przybędzie komisja z c.k. Ministerstwa rolnictwa i tejże podania owe przedłożyć potrzeba.

    2. Wobec braku odpowiednich lokali pozwalam kupcom na czas aż do odwołania budować sobie w rynku budki, w których towary swe sprzedawać będą mogli.

     

    [Gorlice, dnia 8 czerwca 1915].

     

     

    3.

    O pomoc dla Gorlic

    Od komitetu ratunkowego m. Gorlic otrzymujemy następującą odezwę  z prośbą o umieszczenie. Czyniąc zadość tej prośbie, polecamy komitet ratunkowy nieszczęśliwego miasta jak najgorętszej pamięci wszystkich sfer naszego społeczeństwa.

     

    Rodacy!

    Przez długich pięć miesięcy przygniatała ciężka dłoń wroga nieszczęśliwe miasto nasze. Przez cały ten czas staczano w murach jego i naokół tytaniczne zapasy. Nie było dnia bez walki, bez widoku krwi.

    Nieprzerwany grzmiący huk armat wprawił w drganie nie tylko powietrze. – Ziemia i mury trzęsły się w posadach. Setki większych i mniejszych pocisków z piekielnym chichotem spadały co dzień na miasto, rozdzierając lub w gruz waląc najsilniejsze budowle. – nieustający turkot karabinów maszynowych przerażeniem napawał mieszkańców. – Setki tysięcy kul – przelatujących jak osy, w różnych kierunkach siały śmierć i spustoszenie. Blisko 600 osób cywilnych padło wśród walk – z tych prawie połowa zmarła. Na 650 domów w mieście – nie został ani jeden cały, a zaledwie czterdzieści kilka jest takich, w których mimo uszkodzeń jeszcze mieszkać można. –  7000 mieszkańców było w mieście. W chwili wtargnięcia wroga przeszło 2000 osób uciekło. Skoro tylko zaczęły się walki artyleryi, cała ludność przeniosła się do piwnic. O głodzie i chłodzie, w śmiertelnej trwodze o życie i mienie – w podziemiach spędzała ciężkie dni ta zbolała rzesza ofiar wojny światowej. Przekradano się tylko w nocy, aby wydostać trochę żywności. Kto padł po drodze od kuli – umierał bez pomocy. Zwłoki zabitych leżały tygodniami po ulicach i placach oczekując pogrzebu.

    Nadszedł wreszcie pamiętny dzień 2 maja.

    Data ta zapisze się w historyi niezatartemi zgłoskami, a obok niej stać będzie na zawsze utrwalona nazwa naszego miasta.

    Słynnemi stały się Gorlice, bo tu powiódł się atak, który przełamał front nieprzyjaciela – ale sławnem jest dziś też to miasto także i dlatego, że na niem ogień i miecz wycisnęły swe straszne piętno.

    Odeszli wrogowie, ale opuszczając miasto – polewali naftą te domy, które od kul armatnich ocalały i spalili wszystko, co się spalić dało. I oto dziś widzieć można tylko stosy zwalisk, poszczerbione mury bez dachów i okien i sterczące ku niebu okopcone kominy.

    Najboleśniejszy już chyba widok przedstawiają ruiny kościoła. Prześliczny- niedawno zbudowany znacznym nakładem Dom Boży, przestał istnieć.  Zostały tylko nawa boczna i poszczerbiony cudowny fronton z ciosu – na którym widnieje jeszcze napis „Gorlicenses Virgini Deipare”. Sklepienia, filary i chór legły w gruzach.

    Dziesiątki lat upłyną, zanim ku czci Bożej Rodzicielki stanie nowa – tak piękna świątynia, jak ta, którą zburzyła światowa wojna. Dziesiątki lat przeminą, zanim miasto nasze dźwignie się za straszliwego upadku.

    Mieszkańcy stracili całe mienie ruchome i nieruchome. Nawet ci, którzy wywieźli dość wcześnie zapasy gotówki, musieli ją zużyć na codzienne potrzeby – i wracają w odzieży wyszarzanej, zabiedzeni, bezsilni – z rozpaczą w sercu. Straszne chwile, jakie spędzali jedni w mieście, inni jako wygnańcy na obczyźnie – wybiły się na ich twarzach bolesnym wyrazem, na głowach przedwczesną siwizną.

    Wśród szpalerów zamarłych domów snują się jak cienie – pochylone zgnębieniem postacie mieszkańców.

    Takie to ślady zostawiła u nas światowa wojna.

    A teraz spojrzyjmy w przyszłość. Niestety, nie wesoło się ona przedstawia. Wszakże wszyscy stracili, co mieli. Z czemże tu iść w życie? – od czego i czem rozpocząć odbudowę? Brak materyału budulcowego, który dopiero z dalszych okolic musi być przewieziony, brak sił roboczych, które należy dopiero ściągnąć z ziem sąsiednich. A przede wszystkiem brak gotówki.

    Nasz mieszczanin nigdy zamożnym nie był – nasz kupiec w ostatnich latach stale podupadał, odkąd ruch naftowy zmalał i przestał zasilać miasto pieniędzmi. Nie było zdaje się w mieście realności wolnej od długów, tak, jak teraz nie ma żadnej wolnej od uszkodzeń.

    Ludność jest tak wyczerpana, że sama z siebie szybko sił nie wskrzesze. Trzeba więc koniecznie pomocy z zewnątrz. Powinno się zebrać tyle przynajmniej, aby przed zimą pokryć mury, które jeszcze nie grożą runięciem i uchronić je przed rozpadem. Trzeba też będzie nakarmić nie jednego, który pozbawiony dachu nad głową i możności zarobkowania – cierpi głód.

    Rodacy!! Przyjdźcie z pomocą. Rzućcie na ratunek ciężko dotkniętych braci – ile kto może. Otrzyjcie datkiem waszym niejedną łzę zbolałych, uchrońcie przed zwątpieniem i ostateczną nędzą niejedną egzystencyę.

    Gorlice, w czerwcu 1915.

    Komitet ratunkowy miejski:

    Sekretarz : Tadeusz Rakucki

    Przewodniczący : ks. Świeykowski

     

     

    4.

    Pierwsza rocznica Bitwy Gorlickiej.

       Dnia 2 maja, w pierwszą rocznicę przełamania frontu rosyjskiego, odbył się w Gorlicach pamiątkowy obchód. Na spalonym rynku wobec zebranej licznie, o ile to możliwe w dzisiejszych Gorlicach, publiczności, odprawił mszę polową zasłużony ks. kanonik Świeykowski i wygłosił okolicznościowe kazanie. Po mszy odśpiewano pieśni patriotyczne. Równocześnie odbyło się nabożeństwo w zborze żydowskim. Wieczorem palono ognie na wzgórzach okolicznych. Cały obchód urządzony był przez ludność cywilną. Z głównej kwatery przybyło kilku sprawozdawców wojennych. Niepogoda popsuła trochę całą uroczystość, która mimo to, miała cechy podniosłe.

       Ale Gorlice, których nazwa związana jest na zawsze ze zwycięstwem majowem, w których skutkiem ostrzeliwania w ciągu walk z 1296 [126]] domów ostało się cało jeno 46…  choć rok już minął od straszliwej bitwy, przedstawiają obraz ruiny.

       Korespondent wojenny „Zeit” telegrafuje swemu dziennikowi z Gorlic: „ Żaden jeszcze dom nie został odbudowany, przechodzień błąka się ulicami ruin, ziejących pustymi oczodołami okien. Rumowisko wewnątrz zmurszało i zarosło chwastem. Gdzie parterowe ubikacye niezupełnemu uległy zburzeniu, tam wstawiono okna, a zawieszone szmaty zakrywają wnętrze przed ciekawem spojrzeniem. Wyrwy w murach od granatów i wyłamane ściany załatano strzępami blachy z dachów zamurowano popękanemi cegłami. Trzy dzwony kościoła farnego wiszą wolno na grubem belkowaniu portalu, przepołowiona wieża dźwiga swój dach, jakby dwoma palcami, a jakaś malarka siedzi na dole i przenosi na płótno skrzętnie obraz ruiny. Na garbatym rynku starzy, długobrodzi żydzi w wyświechtanych hałatach cisną się do naszego powozu, kobiety w perukach, i rzesza brudnych dzieci z krętymi pejsami. Ze zburzonego miasta wybiegają gwiaździsto ulice przedmiejskie z małemi willami, które niewiele ucierpiały od strzałów. W jednej z tych schludnych willi stanąłem kwaterą. Spoglądając przez okno, widzę pod niebios deszczową oponą, nieprawdopodobnie czarno-granatowej barwy, na stokach łąk, których zieleń wydaje się w tem świetle aż żółta: cmentarz gorlicki, jakoby w dziwnej aureoli. Jest to jeden z 610 wojskowych cmentarzy w zachodniej Galicyi.

     

    5.

    Niedawni wrogowie przy odbudowie Galicyi.

     

    Wojna, która wyprowadziła na pole bitew miliony ludzi, musiała naturalnie wywołać brak rąk roboczych w kraju. Pomimo to nie mogła stanąć w państwie machina gospodarcza, która jest tak samo niezbędna do prowadzenia wojny, jak i armia. Dla zastąpienia walczących w polu pracowników powołano do pracy liczne rzesze kobiet i małoletnich i w ten sposób utrzymano normalny bieg życia w państwie. Austro-Węgry znalazły się w tem szczęśliwem położeniu, że wojna zabrała w prawdzie państwu wiele rąk roboczych z pośród własnych obywateli, lecz dostarczyła za to olbrzymie zastępy robotników… z nieprzyjacielskiego państwa – z Rosyi. Wielka liczba jeńców rosyjskich wziętych od początku wojny do niewoli, stanowi w Austryi obfity rezerwoar sił roboczych. A trzeba przyznać, że jeńcy ci, którym niewątpliwie lepiej się tu dzieje, niż w szeregach własnej armii, są bardzo dobrym materyałem roboczym i bardzo chętnie pracują. Zatrudnia się ich też po szpitalach, przy robotach rolniczych, po fabrykach, a także w zniszczonych wojną miejscowościach, do odbudowy dróg, gospodarstw i domów(…).

    [jeńcy pracują] przy odbudowie zniszczonego kraju w Gorlickiem, a między innemi przy naprawie pałacu b. ministra Długosza.

    Jeńcy rosyjscy porządkują ulice w Gorlicach.

     

     

     

    6.

    Z pobojowisk w Grybowskiem i Gorlickiem.

    Piast otrzymał od p. Franc. Piątkowskiego korespondencyję z opisem wycieczki na pobojowiska w Grybowskiem i Gorlickiem(…)

    …Drogi prędko ubywało, gdyż z powodu, że nasza okolica była nadzwyczaj ważną dla celów wojskowych, wynaprawiano tu znakomicie drogi. Wjeżdżamy w obręb powiatu grybowskiego. Tu i tam koło gościńca i po polach groby poległych żołnierzy. Na  grobach krzyże ozdobione często wińcem, na krzyżach można spotkać napisy. Napotyka się obdarte ze słomy domy, mniej lub więcej zdemolowane. Między innymi ze starego karczmiska w Wojnarowej Średniej – pozostała tylko piwnica i trochę stłuczonych dachówek. Mury rozebrano na naprawę drogi. Dwory zdemolowane. Pola przeorane rowami strzeleckimi. Wjeżdżamy do Bobowy. Zastajemy tu wielki a nieznany porządek na rynku. Objaśniają mnie, że to obywatele mają rozkaz zamiatania rynku, co też czynią bardzo skrupulatnie. Na stacyji kolejowej kilkunastu jeńców rosyjskich w wysokich popielatych czapach dźwiga wory mąki.

    Od Bobowy już coraz więcej pól leży odłogiem. Tam już rozpoczynał się przed przełamaniem moskiewskiego frontu teren bezpośrednich wojennych operacyj. Pokazują nam miejsce, gdzie stały nasze moździerze, które wykopały takie ogromne doły we wsi Łużny. – Prawie bez przeszkód dojeżdżamy do Biesny i Łużny. Wiele domów rozebranych, mnóstwo spalonych. Gdzie popatrzeć- wszędzie „dekunki” nasze i moskiewskie. Przed dekunkami gęste kolczaste druty, a przed drutami leżą całe drzewa z gałęziami, poukładane w kierunku prostopadłym do drutów, pniem ku dekunkom, a gałęziami w stronę przeciwnika. Gałązki drobne obcięte, a tylko sterczą grubsze gałęzie i wystawiają swe ramiona ku wrogom, zapraszając ich w objęcia śmierci.

    Jadąc przez Łużną, rozglądamy się naokoło. Jeden cmentarz - co chwila, to groby poległych. Wjeżdżamy na teren, gdzie rozpoczynają się na dobre ślady naszych armat. Wyprzęgamy konie i idziemy pieszo. W szkole okna wybite, dachówka strzaskana. Przed mleczarnią dwa wielkie doły od naszych moździerzy. Komin od dawnego browaru strzaskany. Na podworcu wydarty potwornych rozmiarów dół od kuli naszego moździerza, który jak nas objaśniono, stał koło Bobowy. Po szczątkach dachu, jakie jeszcze pozostały, widnieje ziemia wyrzucona z tego otworu.

    Przechodzimy po desce przez potok, gdyż most został wysadzony w powietrze z powodu uderzenia koło niego granatu z ciężkiego naszego działa i udajemy się w kierunku góry „Pustki”, w stronę moskiewskich rowów strzeleckich. Przechodzimy koło naszych prowizorycznych dekunków. Objaśniają nas, że powstały one w ostatnią noc z dnia 1 na 2 maja pod osłoną silnego ognia naszej artylerii. Kilkadziesiąt kroków wyżej znajdują się znakomicie zabezpieczone drutami kolczastymi i gałęziami rosyjskie dekunki. Drzewa poza dekunkami rosyjskimi tak od naszej artylerii strzaskane, że pozwracane potworzyły zaporę nie do przebycia, tak iż nawet byłoby nieprawdopodobieństwem uciekać Rosyanom z tych swoich jam. Na drzewach widać pozawieszane szczątki z ubrań rosyjskich. Włościanie objaśniają, że pod wpływem działania naszych granatów Rosyjanie wyrzucani bywało wysoko w powietrze i zawieszali się wysoko na drzewach.

    Wchodzimy do środka kościoła. Granaty wybiły otwór w ścianie północnej, rozburzyły część ołtarza Matki Boskiej Częstochowskiej, wywaliły dziurę w drzwiach do zakrystii.- Obrazy uszkodzone. Spadł także wielki, kosztowny pająk. Z zewnątrz najbardziej uszkodzona wieża od strony południowej. Pod kościołem znów groby żołnierzy z pułku piechoty.

    Opowiadano nam, że Rosyanie zabierali ze wsi dużo ludności cywilnej. Obliczają liczbę tych osób na 50. Jeden, który już powrócił, 70 letni starzec, z płaczem opowiadał, jakiej biedy użył pod Moskalem, który go trzymał w niewoli przez 17 tygodni. Rosyanie uciekając wśród największego ognia, wypuścili na wolną stopę część tych ludzi. I tam między innymi powrócił już Jan Wójcik, Sebastian Koperniak, Jan Niemasyk, Jan Buchaś, Jan Stępnień, Jan First, żydzi: Szaja Binder i Samuel Gross.

    Ciekawemi był informacye o życiu tutejszej ludności przez ciężkie cztery miesiące. Rowy strzeleckie austryjakie i rosyjskie były początkowo dość od siebie oddalone. Ludność, mieszkająca między jednemi a drugiemi, była częściowo w sferze wpływów austryjackich, częściowo zaś w sferze wpływów rosyjskich. Później nasze linie strzeleckie zaczęły się zbliżać do rosyjskich. W miarę tego, jak nasi zyskiwali na terenie, chcąc ludność uchronić od utraty życia, ewakuowali ją partyami. Moskale ludności nie ewakuowali. Ludność ta, która albo wcale nie była ewakuowaną, albo dopiero po kilku tygodniach, wykopała w swych chatach doły, w które naścieliła słomy i tak chroniła się przed kulami. Ściany obłożono wiązkami słomy, a kto miał deski, urządził drugą ścianę z desek, a między dawną ścianą, a tą prowizoryczną, nasypał dla ochrony przed kulami ziemi. Gdy kto umarł lub zginął od kuli, grzebano go w stodole lub szopie, bo gdyby kto kopał w ziemi na wolnem miejscu, zarazby do niego strzelali, sądząc że kopie dekunki.

    Teraz jedni wracają z niewoli moskiewskiej, inni z okolicznych wsi. Nie widać jeszcze tych, którzy zostali ewakuowani w okolice Starego Sącza. Ludność ta nie ma nic, oprócz kawałka gruntu. Domy wraz z inwentarzem spalone. Dostarczenia żywności i desek na urządzenie tymczasowych schronisk, następnie inwentarza i drzewa na budynki – jest koniecznem. Delegaci rządu i komitetów ratunkowych powinni jak najprędzej znaleźć się na miejscu.

     

     

     

    Dokumenty pochodzą ze zbioru Pani Anny Wygrzywalskiej

     

     

     

     

    7.

    Konkurs

    Tymczasowy Zarząd miasta Gorlice ogłasza niniejszym konkurs na opróżnioną posadę budowniczego miejskiego w Gorlicach z terminem wnoszenia podań do 15. czerwca 1919 włącznie.

    Do podania należy dołączyć: a) metrykę urodzenia na dowód nieprzekroczonego 40 roku życia, b) świadectwo przynależności, c) świadectwo moralności, d) świadectwo zdrowia, e) świadectwa odbytych studjów technicznych i świadectwo ze złożonego egzaminu na budowniczego względnie koncesję na budowniczego, a to stosownie do postępowań rozporządzenia Wydziału Krajowego, dla b. Galicji o kwalifikacjach urzędników miejskich (…), f) świadectwa odbytej praktyki budowlanej, g) opis przebiegu życia( curriculum vitae).

    Kandydaci z ukończonemi studjami politechnicznemi z działu budownictwa lądowego (architektury) będą mieli pierwszeństwo. Zarząd miasta zastrzega sobie swobodna decyzję co do ulg, jakieby poszczególnym kandydatom w wypadkach godnych uwzględnienia należało przyznać co do zwolnienia od obowiązku przedłożenia niektórych wymaganych świadectw i dokumentów.

    Kandydaci pozostający w służbie publicznej, nie potrzebują przedkładać świadectwa moralności, o ile wniosą podanie drogą służbową za pośrednictwem swojej przełożonej władzy. – Płaca przywiązana do tej posady, ustaloną zostanie wedle umowy między gminą m. Gorlic a przyjętym kandydatem. W tym celu każdy z kandydatów zechce już w podaniu uwidocznić cyfrowo swoje minimalne żądania co do płacy zasadniczej.- Nadmienia się, iż w myśl obowiązujących w m. Gorlicach przepisów, urzędnikom Magistratu oprócz płacy zasadniczej przysługuje prawo do poboru dodatku mieszkaniowego (…). Oprócz tego na czas obecnych stosunków wojennych pobierają urzędnicy miejscy dodatek wojenno-drożyźniany (…). – Obowiązki budowniczego miejskiego określa instrukcja służbowa. Posada powyższa będzie nadaną na razie tymczasowo. Po roku nienagannej służby może nastąpić stabilizacja z prawem emerytury.

    Z Zarządu miasta Gorlic

    Komisarz rządowy: Ks. Świeykowski.

     

    8.

    Odbudowa powiatu gorlickiego

    (…)W imię prawdy skonstatować należy, co następuje:

    Pomimo życzenia całej interesowanej ludności, która przy tworzeniu nowej gorlickiej Ekspozytury w jesieni ubiegłego roku [1917], pragnęła kierownikiem widzieć inż. Maurycego Tuszowskiego, znanego ze swej poprzedniej dwuletniej pracy dla powiatu i miasta, ówczesny szef departament technicznego, radca dworu Ingarden, narzucił nam kierownika w osobie pana Heitzmanna. Zrobiono tylko to ustępstwo, że panu inż. Tuszowskiemu oddano referat wsi, miasto dając pod wyłączną opiekę inż. Heitzmanna, powierzając mu jednocześnie ogólne kierownictwo Ekspozytury.

    (…)W imię prawdy musimy z całym naciskiem skonstatować, że największą zasługę w odbudowie powiatu położył poseł tutejszego powiatu, Ekscelencya Władysław Długosz, dzięki staraniom którego powiat w roku 1917 uzyskał z Centrali odbudowy fundusz 1.500.000 koron, zaś na rok 1918 kwotę 3.500.000 koron. On to wspólnie z inż. Tuszowskim postawił zadanie odbudowy na gruncie współpracy czynnika obywatelskiego razem z funkcyonaryuszami rządu. W każdej gminie utworzony został lokalny komitet budowlany, składający się z miejscowej inteligencyi ( nauczyciel, ksiądz, właściciel obszaru dworskiego i wójt ), zadaniem którego jest jak najdalej idąca opieka nad poszkodowanymi przeprowadzenie wszelkich [spisów] dotyczących potrzeb ludności w zakresie odbudowy, a przedewszystkiem sprawiedliwy i odpowiedni celowi odział indywidualnych subwencji z każdorazowo przyznanego kredytu. Ponad lokalnymi komitetami stoi przyboczna powiatowa Rada odbudowy, która na posiedzeniach swych omawia wszelkie potrzeby w zakresie odbudowy i poprzez Ekspozyturę przesyła do uwzględnienia Centrali odbudowy. Jednakże ten czynnik obywatelski, przy pomocy którego przeprowadzoną została statystyka powiatu i uskuteczniony podział subwencji ( praca wielka, z całą bezinteresownością przez czynnik obywatelski prowadzona ) nie miała uznania w oczach p. inż. Heitzmanna, który niejednokrotnie wprost otwarcie nie ukrywał się ze swoja niechęcią. Zapomniał o tem widocznie, że kiedy przyszedł do Gorlic, praca nad odbudową powiatu pod opieką Eksc. Wł. Długosza, przy współudziale komitetów i pod kierownictwem  inż. Tuszowskiego trwała już dwa lata; zapomniał o tem, że wszystkie udzielone mu fundusze rządowe były po prostu kroplą w morzu wobec istotnych potrzeb i wobec ogromu nieszczęścia, i że właściwie lud sam się odbudował, sam szukał wszędzie [budulca] w dość odległych okolicach, i sam już [przeznaczył] z własnych funduszów około 15.000.000 koron.(…) na posiedzeniach p. inz. Heitzmann niejednokrotnie dawał odczuwać, że komitety są zupełnie niepotrzebnym balastem, a na jednem z nich p. Gajewskiemu z Olszyn, na zgłoszoną w pewnej sprawie interpelacyę, dał do zrozumienia, że z „głupimi nie ma nic do gadania”, jakkolwiek interpelant jest człowiekiem inteligentnym, kierownikiem czteroklasowej szkoły ludowej. Dlatego publicznie należałoby zapytać p. inż. Heitzmanna jaka właściwie (…) w ciągu jedenasto-miesięcznego pobytu w Gorlicach, położył zasługę dla odbudowy powiatu? Nie on się starał o kredyty, nie on udzielał wszelkich funduszów na indywidualne subwencje – a poza dworami obywatelskimi, dokąd dość chętnie zaglądał, czy był w chociaż jednej chacie włościańskiej , czy chociaż w jednym wypadku starał się i chciał się zapoznać z istotnym ogromem nieszczęścia, które tutejszy powiat dotknęło? A wreszcie niech wyliczy te wagony materyałów, które za jego staraniem nadeszły dla powiatu? A i donośnie miasta zasługi jego są bardzo problematyczne. Odwlekanie każdej sprawy, odkładanie wszystkiego na czas późniejszy, wydały ten rezultat, że w ciągu całego czasu jego urzędowania (…) doszło dla mieszkańców miasta zaledwie kilka drobnych subwencyi w ogólnej kwocie kilkadziesiąt tysięcy, które nikomu nic nie pomogły, a wobec znikomej swej wagi wywołały tylko rozgoryczenie.

    (…)To też na tem miejscu składamy serdeczne podziękowania c. k. Namiestnictwu, Centrali odbudowy, że odczuwając ogólne życzenie ludności, kierownikiem zamianowała p. inż. Tuszowskiego. Także na tem miejscu należy się w imieniu całego powiatu złożyć serdeczne „Bóg zapłać” Ekscelencyi Długoszowi, który znowu swemi daleko idącemi staraniami, zdołał dla powiatu na rok 1918/1919 uzyskać dalszy kredyt w wysokości 10 milionów koron, dzięki czemu odbudowa powiatu z pewnością zostanie ukończona z końcem roku 1919.

    Wracając do miasta, należałoby i w tem zakresie uzupełnić luki, których nie umiał wypełnić p. inż. Heitzmann. Gorlice – jest to obiekt wymagający wielkiej, natężonej pracy, obliczonej na dziesiątki lat. Dość dobry początek – to puścić całą sprawę tą koleją, jaką winna się potoczyć dla dobra miasta. Przedewszystkiem wypadałoby stworzyć przy obecnej Ekspozyturze podległy jej oddział miejski, w którym zgrupowałyby się zespół architektów i specyalistów od regulacyi i kanalizacyi. Przy oddziale tym powinien stale fungować prawnik, który w pewnych określonych godzinach udzielałby porad prawnych w zakresie tak nowych zupełnie dziedzin dla ludności, jak regulacya i komasacya gruntów. Zarząd miasta zaś winien stworzyć przyboczne biuro architektoniczne, gdzie za pewną stałą taksą można byłoby opracować pod kierunkiem fachowca architekty plany dla odbudowującej się ludności, i tem samem raz kres położyć partactwu niepowołanych majsterków.

    Tych najważniejszych zadań, będących wraz z zgromadzeniem odpowiedniej ilości i jakości materyałów budowlanych, najważniejszym postulatem i fundamentem odbudowy (…).

    Nam nie trzeba zamiarów i chwalby (n. p. zamiar utworzenia kolejki dla wywozu cegły z cegielń, które jeszcze nic nie produkują, albo w bardzo małej ilości, li tylko dla własnej odbudowy, ale czynu istotnego, ale czynu istotnego, po którym przedewszystkeim można byłoby poznać obywatela kraju.

    Komitet powiatowy dla odbudowy powiatu gorlickiego, zebrany (…) 1 października 1918 r., (…)

    L. Rybczyk, przewodniczący komitetu gminy Siar. Kaz. Konieczny, przewodniczący komitetu gminy Kryg, Ludwik Gajewski, przewodniczący komitetu gminy z Olszyn. Leon Gajewski z Moszczenicy, Wł. Augustyn, przewodniczący komitetu odbudowy gminy Sękowa, Wojciech Różycki, Ropica Polska, Jan Walter, przewodniczący komitetu odbudowy gminy Kobylanka, M. Szmigiel, Dinarowa, Mieczysław Muszyński, przewodniczący komitetu lokalnego w Dominikowicach.

     

    9.

    Z pobojowiska gorlickiego.

    Prawie cała Galicya, tak samo jak Królestwo Polskie, odczuła dotkliwie brzemię obecnej, strasznej wojny. Minęło już przeszło pół roku, jak z kraju naszego wypędzono nieprzyjaciela i ucichły tam odgłosy walki, ale pozostały jeszcze wszystkie okropności jej skutków. Teraz dopiero właśnie, gdy okazała się możliwość zagojenia ran, zadanych ciężkimi przejściami wojny, gdy społeczeństwo zaczyna się rozglądać po zgliszczach, aby przystąpić do odbudowy tego, co zniszczyła pożoga wojenna, występuje na jaw ogrom zniszczenia naszego kraju.

    Do dziś dnia są jeszcze miejscowości w środkowej i wschodniej Galicyi, gdzie na przestrzeni kilkunastu kilometrów nie spotka się ani jednej chaty, bo wszystko zmiótł z powierzchni ziemi huragan wojenny. Do dziś dnia są wsie, gdzie ludność wprawdzie pozostała, ale wobec zburzenia domów, mieszka w wykopanych jamach. Gdzieniegdzie rozpoczyna się praca nad odbudową zniszczonych siedzib, ale sporo jeszcze upłynie czasu, zanim powstaną z popiołów nowe wsie i miasteczka, zanim rozpocznie się w nich nowe życie.

    Dziś wojna, która przesunęła się już daleko na wschód, przypomina się jeszcze na ziemiach polskich całą grozą zgliszcz i pooranej rowami strzeleckiemi ziemi.

    Jedną z miejscowości, gdzie na każdym kroku widać ślady niedawnych walk, są okolice Gorlic. Miasteczko to i sąsiednie wsie przez długi czas stały w ogniu bezustannych walk, a w początkach roku ubiegłego rozegrała się tam najzaciętsza bitwa, która zadecydowała o losie kampanii na terenie wschodnim. Pod Gorlicami armia rosyjska otrzymała uderzenie, które załamało jej dotychczasową przewagę i zmusiło do odwrotu, który skończył się ostateczną klęską Rosyan. Gorlice zajmują też jedną z wybitniejszych kart w dziejach obecnej wojny. Jest to „brama zwycięstwa:”(…), brama przez którą wojska sprzymierzone poszły dalej na wschód, wypędzając Rosyan zarówno z Galicyi, jak i Królestwa Polskiego.

     

     

    Artykuł będzie  uzupełniany.

     

     

    Copyright Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915”