sh@gorlice1915.com.pl

tel. 505 959 828

Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915” K.K. 32 LIR

Poczta polowa

 

 

[Patrz też: Poradnik wojenny]

 

(…) Korespondencya była bardzo ważnym łącznikiem pomiędzy żołnierzem w polu a jego najbliższymi i przyjaciółmi pozostałymi w rodzinnych stronach. Działała na wszystkich, i na frontowca i jego rodzinę uspakajająco. Podtrzymywała na duchu, rozwiewała różne plotki, jednym słowem odgrywała bardzo ważną rolę i dawała chęć do walki i przetrwania, bo ktoś ważny czekał na powrót żołnierza do domu.

Wysyłać jak i odbierać można było całkowicie dowolną ilość kartek, listów czy paczek, co należy dodać, całkowicie uwolnionych od opłat pocztowych. Jedno tylko temu zastrzeżenie towarzyszyło – nie wolno było, a to ze względów wiadomych pisać o samem wojsku i z nim związanych wydarzeniach, a przede wszystkiem nie wolo było podawać miejscowości, gdzie się własny oddział znajdował w danej chwili. A to oczywiście bardzo ważnym było dla nieprzyjacielskiego wywiadu.  W związku z tym nie wolno było listów zaklejać. Cała korespondencyja była cenzurowana. W polu w każdym oddziale był wyznaczony oficer znający dany język. A to dodatkowy kłopot przysparzało, bo Austro-Węgry były państwem aż 10 języków, a w poszczególnych oddziałach, oprócz tych jednolitych językowo [ jak np. k.k. 32 LIR, gdzie ponad 90 % stanowili Polacy], mogły być różne narodowości, a każda miała prawo pisać w swoim. Tymi językami mniej znanymi to się nie przejmowano, chyba że pisał osobnik „politycznie niepewny”. Te „hieroglify” to się tylko wzrokowo przeleciało. Po przybiciu pieczątki oddziału i „zaparafowaniu” kartki czy listy zaraz szły do wysyłki. Oficerowie sami sobie listy „cenzurowali”. Listy do żołnierzy natomiast przechodziły przez specyalne urzęda cenzury wojskowej. Dla Gorlic właściwy był w Nowym Sączu.

Adres listów, kartek czy paczek na front wysyłanych zawierać musiał: stopień, imię i nazwisko, oddział i jego numer, a zamiast miejscowości pisało się „Poczta polowa nr…”. Gdzie w danej chwili dany numer poczty polowej się znajdował, no i dany oddział wiedzieli tylko w specjalnych urzędach wojskowych, przez które przesyłka musiała przejść.

W czasie kiedy ważniejsze wydarzenia miały miejsce na froncie, utrzymanie tajemnicy było nakazem bezwzględnem. Zatrzymana była wtedy wszelka wysyłka korespondencyi z frontu. Ale by się specyalnie rodziny nie trapiły brakiem wiadomości od swoich ojców czy synów wymyślono specyalne „polowe kartki pocztowe”, które żołnierz mógł posyłać. Było to tak: jedna strona była na adres odbiorcy, a własnego już pisać nie wolno było, a druga strona zmyślnie była całkowicie zadrukowana napisami „ Jestem zdrów i powodzi mi się dobrze” oraz na bokach „Na tej kartce nie wolno nic więcej pisać”. Tekst taki na każdej kartce był w 9 językach, 10ty co być powinien to się już chyba nie zmieścił. Takie kartki wysyłało się w każdej chwili i to bez cenzury (…).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Copyright Stowarzyszenie Historyczne „Bitwa pod Gorlicami 1915”